Cohiba dymi najlepiej

Jeśli rasowe cygara zwijane są na spoconych udach namiętnych Kubanek to mnie ta „romantyczna” wersja, wylansowana przez Hemingwaya, bardzo leży. Prawdziwa czy nie, oddaje typowo lubieżny klimat Karaibów i szkoda ją dementować. No chyba, że rewolucyjni gderacze wymusili już polityczną poprawność. Kubańczycy ponoć nie lubią tej wersji, czego jakoś nie pojmuję. Chodzi o dyskryminację? O to, że Kubańczyk zwija równie dobrze, jak Kubanka? Albo o seksizm? Bo Kubanka woli zwijać po swojemu, a nie jak sugeruje zdrożny Papa? Coś podobnego! Dawniej, słynna fabryka El Laguito na obrzeżach Hawany zatrudniała wyłącznie kobiety. Dzisiaj wytworne cygara Cohiba są dziełem zarówno męskich, jak i żeńskich dłoni. Lecz bywa, że któreś tam z rolowanych wprawnie cygar, tak czy inaczej… omsknie się na rozgrzane niewieście udo i już na tym udzie doczeka swej prestiżowej jakości. Parafrazując Foresta Gumpa: Życie jest, jak pudełko cygar. Nigdy nie wiesz, co ci się trafi…

Kiedy w Europie wsiadam do samolotu, aby lecieć gdzieś w znajome tropiki i tuż przed boardingiem widzę, że tym samolotem poleci więcej tamtejszych niż tutejszych, to natychmiast mnie dopada dreszcz przygody, która już nie może czekać. Zamiast mieć Karaiby za jakieś dziesięć godzin, mam je od razu. Uwielbiam ten moment i za każdym razem przeżywam go równie intensywnie. Ciągle, jak nadpobudliwe pacholę, podchodzę do ekranu, gdzie jarzy się „Santo Domingo”, czy tam „Puerto Plata” i patrzę na współpasażerów, jak badacz, któremu puszczają emocje. Bez skrępowania podsłuchuję ich rozmowy, tu i tam odwzajemnię uśmiech, nieraz dorzucę coś od siebie, dla jakiejkolwiek reakcji. Już wiem, że podróż nie będzie tylko niezbędnym dolotem z miejsca A do miejsca B. Będzie czymś więcej, naturalnym pasażem między światem, który na jakiś czas opuszczam a tym, który teraz mnie przygarnie.

Spora ekipa Dominikańczyków przeważnie leci z Frankfurtu, albo z Brukseli. Szybko się integrują i po godzinie lotu wiadomo, kto zapewni na pokładzie rozrywkę i kto ten lot zdominuje. Gadają o wszystkim, o tym czego im brakuje w Europie i co mają zamiar nadrobić u siebie, pośród bliskich. Jak zawsze są przy tym do cna rubaszni. Postronnemu słuchaczowi, któremu tak czy inaczej udzielił się już na dobre ten ich latynoski wigor, przyda się jakaś tam znajomość hiszpańskiego, aby wyłapać więcej osobliwych smaczków. Z pozoru wysoce merytoryczna dyskusja z dozą podejrzanej powagi może być w istocie serią przechwałek kilku machos, odnośnie długości ich penes, „ptaszków”. Nie wymyśliłem tego, za to podsłuchałem na wysokości jedenastu tysięcy metrów…

Tymczasem z Londynu do Hawany na pewno więcej leciało Europejczyków, niż Kubańczyków. Wyróżniała się grupa marynarzy, szczęśliwych bo wracających do domu szybszym środkiem transportu. Było też kilku, nieźle ubranych muzykantów, chyba z gatunku reggaeton. Niewiele mówili, siedzieli zanurzeni w jakiś refleksjach. Językiem urzędowym tego lotu pozostał angielski. Jednak w tym ogromnym jumbo-jecie trafiła nam się wyjątkowa osoba, Kubanka. Przysiadała się tuż obok i sprawiła, że na Kubę dotarliśmy znacznie szybciej, niż inni. Wracała z trzymiesięcznego, europejskiego tournée. Miała w Europie tylko jedną prestiżową misję: skręcać markowe cygara. I promować top marki wśród potencjalnych kontrahentów. Robiła to głównie w Niemczech i Wielkiej Brytanii w czasie specjalnych pokazów. Była to jej kolejna wizyta celowa w Europie. Kubanka zwała się Berta Corzo Thorpe. Warto wspomnieć to nazwisko. Nawet Google je dobrze kojarzy. Sami popróbujcie.

Nie wiem, jaka jest szansa przypadkowego spotkania osoby, która odpowiada bezpośrednio za kontrolę jakości najlepszych na świecie cygar. Osobą tą była właśnie nasza wyjątkowa współpasażerka!

Od lat pracowała w El Laguito, najsłynniejszej kubańskiej fabryce, skąd pochodzą słynne marki, takie jak Cohiba. Berta wspominała, że nadzoruje pracę dwustu trzydziestu „zwijaczy”. Czuwała, aby cygara były zwijane według uznawanych standardów, by miały idealny kształt i długość z dokładnością do milimetra. Señora Berta oddaje się paleniu z przyjemnością. Zresztą regularne palenie „testowe” należy do jej obowiązków. Do branży weszła na początku lat osiemdziesiątych, prawie piętnaście lat spędziła za stołem roboczym, gdzie sztukę zwijania opanowała do perfekcji. Zapraszała do El Laguito, lecz nam zabrakło niestety czasu, aby z tego ekskluzywnego zaproszenia skorzystać. Może innym razem?

Udostępnij artykuł na:

Brak komentarzy.

Podobał Ci się ten wpis?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *