Domino dominuje

Domino jest typową rozrywką Karaibów. Nic dziwnego, że w Dominikanie grywa się w domino namiętnie. Układnie białego-czarnego węża na drewnianym, sprytnie wystruganym stole przyciąga zapaleńców o każdej porze dnia. Przechodząc w pobliżu można natychmiast rozpoznać odgłos nakrapianych „kamieni” trzaskających o blat podczas emocjonującej partii. Do tego, słychać salwy rubasznego śmiechu, wiązanki przekleństw, dobre rady i komentarze gapiów, dla których samo przypatrywanie się stanowi pyszną zabawę wypełniającą nadmiar wolnego czasu. W chwilach szczególnego napięcia, gdy wszystko zmierza ku rozstrzygnięciu, zalega grobowa cisza. W grze może wziąć udział ojciec i syn, brat, kuzyni, sąsiedzi i osoby zupełnie postronne. Decydują chęci, ale przydaje się jako takie obycie w grze, dobrze wiedzieć, co i jak. Zasady nie są zawiłe.

Jednak w praktyce domino przypomina bardziej zadanie matematyczne z nieskończoną liczbą możliwych wyników, prowadzących do zwycięstwa. Wygrywa ten, kto potrafi szybko myśleć i trafnie odgaduje intencje przeciwników. Rzecz jasna, przy dużym natężeniu hałasu i w atmosferze wszechobecnej ekscytacji. Niebagatelne znaczenie ma mowa ciała. Podobnie, jak np. w starciach pokerowych. Kobiety rzadko zasiadają do gry w domino, nie widać ich także w gronie widzów. To zdecydowanie męski sport i męskie budzi emocje. Machos oddają się swej pasji z taką samą żarliwością, z jaką spoglądają na piękne kobiety – własne, albo przyjezdne. Spontaniczny turniej domina sprzyja rozkręceniu „imprezy towarzyszącej”. Trzeba napić się lodowatego piwa Presidente, albo rumu. Każdy z graczy rozgrywających bieżącą partię może zabezpieczyć swój kubek tak, by nie rozlać cennej zawartości w szale rywalizacji. Służą do tego otwory w blacie stołu, fabrycznie wycięte, wyprofilowane. Bardzo praktyczne. Dominikańczycy potrafią być praktyczni!

Domino łączy Dominikanę z… Abchazją?

Film „Efekt domina” jest świetnym dokumentem. Pokazuje, jak niby-państwo Abchazja radzi sobie niemal 20 lat po wewnętrznym konflikcie z Gruzją. Radzi sobie słabo. Ekonomicznie ledwie rzęzi, praktycznie na garnuszku Rosji. On, Rafael, Abchaz, jest ministrem sportu nieuznawanej republiki. Ona, Natasza, Rosjanka, wcześniej śpiewała w operze, w Rosji. Rzuciła karierę, opuściła rodzinę, wyjechała do Abchazji za swą miłością. Romantyczny czar niełatwo utrzymać w abchaskich realiach, naznaczonych minioną wojną domową.

Niełatwo tam żyć Nataszy, choć Rafael jest czułym partnerem. Spodziewają się dziecka. Ludzie patrzą jednak na kobietę z podejrzliwością. Rafael sięga myślami wstecz, zastanawia się, o co walczył, gdzie jego suwerenna Abchazja. Świat musi ją w końcu uznać. I tutaj wchodzi tytułowe domino. Jako minister sportu Rafael czuwa nad organizacją międzynarodowych zawodów w tej „dyscyplinie”. Może pomogą suwerenności. Odbyły się one w październiku 2011 roku. Do Suchumi zjechały ekipy m.in. z krajów, które na dominie zjadły zęby: Kuba, Wenezuela i… no właśnie. Ciekawostką jest to, że tytuł czempiona wywalczyła wtedy Dominikana! Ale to człowiek musiał już sobie doczytać…

Udostępnij artykuł na:

Brak komentarzy.

Podobał Ci się ten wpis?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *