Hawana bez retuszu

„Sztuka ma sens, kiedy burzy autorytety, drażni, budzi koszmary i wściekłość. Tylko sztuka niepokorna, gniewna, bezczelna, gwałtowna i brutalna może ukazać nam tę drugą stronę świata, której nigdy nie widzimy lub raczej nie chcemy widzieć, by nie mącić sobie spokoju sumienia” – mówi Pedro Juan Gutiérrez w „Brudnej trylogii o Hawanie”.

Ten Pedro Juan Gutiérrez to jest jak zespawanie Henriego Millera i Charlesa Bukowskiego. Taka karaibska hybryda tych dwóch wygadanych świntuchów, których życie nauczyło pisać. Życie i literatura. Obu poważam. Gutiérrez też jest niezły. Ma rzemiosło, ma słuch i resztę zmysłów w gotowości bojowej. Świdruje słowem. Do tego, wpadł na pomysł, by te swoje hawańskie historie podlać pikantną, tropikalną wyuzdaną salsą, porno-sosem. Wie, jak używać pióra! Wie, jak używać swego „pana i władcy”, tego na dole. Chwali się tym po całości. Albo przechwala. Pisze tak, że parskasz śmiechem, gdy on to swoje sromotne położenie, tę całą ledwo zipiącą Hawanę, tę całą wybiedzoną rewolucję, beznadziejny kubański świat, zaraz po tym, jak ZSRR padł trupem i Kuba sama się ostała – próbuje nałogowo leczyć swawoleniem z sąsiadkami, gorącymi Mulatkami, czy Murzynkami.

Kiedy czytałem to zachłannie ponad dziesięć lat temu, strasznie mu zazdrościłem widoku z balkonu. Wychodził tam zaraz post coitum, czyli po „obcowaniu” i patrzył w dal. Na Malecón, na tę ciągnącą się w nieskończoność, niemożliwą promenadę nadmorską, na tę hawańską wiekuistą „markę”. W powietrzu mieszały się zapachy oceanu, rozgrzanego piasku i spalin ze starych buicków.

Gutiérrez eskaluje swą łóżkową ekwilibrystykę w tej Hawanie, jak szalony. Niewiele ma do roboty. Nie je, bo jedzenia nie ma. Pije. Ciepły rum o smaku nafty. Używa. Może zmyśla, ubarwia, nie szkodzi. Kto zabroni tego pisarzowi? Zresztą, kto był w tropiku wie, że nie da się do końca zmyślać. Tropik wzmaga chuć i basta. Wychodzi z człowieka tropikalny zwierz. Jednak, najważniejsze w „Brudnej trylogii o Hawanie” jest to, że Gutiérrez z chirurgiczną precyzją rozprawia się tam z całą kubańską, sięgającą dna rzeczywistością w tzw. período especial, czyli w okresie specjalnym, „przejściowym”, na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy przestał istnieć ZSRR (kluczowy żywiciel Kuby!) i nie było komu brać ton cukru z „cukrowej wyspy”. Período especial to z grubsza świnie hodowane w wannach, mydło własnej produkcji i… tło dla kubańskiej literatury młodego pokolenia.

„Dziennie łapię jedną, czasem dwie gołębice. Sprzedaję je później po dwadzieścia peso takiemu facetowi, który handluje gołębiami. Podobno na potrzeby kultu, ale nie wiem. Może je piecze i sprzedaje jako kurczaki. Mnie to nie obchodzi.”

„Moim zdaniem ekshibicjonista (jest ich coraz więcej w parkach, autobusach i bramach) pełni ważną i piękną rolę społeczną: erotyzuje przechodniów, wydobywa ich na chwilę z codziennego stresu i przypomina, że mimo wszystko jesteśmy tylko pierwotnymi i słabymi stworzeniami. Biednymi zwierzętami, które są wciąż niespokojne i nienasycone.”

„Od tego czasu nie cierpię tych dwóch słów: sensowny i rozsądny. Są pełne fałszu i obrzydliwej pedanterii. Służą, by ukrywać prawdę i kłamać. Wszystko jest bezsensowne i nierozsądne. Historia, życie i wszystkie epoki są zawsze bezsensowne i nierozsądne. My też. Każdy z nas z natury jest nierozsądny i bezsensowny. Zawsze jednak dajemy się zapędzić do stada i pozwalamy nałożyć sobie uzdę i kaganiec.”

Żałuję, że nie miałem ze sobą Gutiérreza w Hawanie jakieś dwadzieścia lat później, po wydarzeniach, jakie opisuje. Jeśli traficie na tego kubańskiego literata, wyszperacie go w bibliotece, gdzieś w antykwariacie, przeczytajcie koniecznie! To jest kawał Kuby wydrążonej do szpiki kości. Gutiérrez nie opowiada raczej bajek. Można to sobie dzisiaj wyobrazić, zobrazować, można to sobie ułożyć w głowie, wystarczy włóczęga po nadal zapuszczonym, często zalanym ściekami, robotniczym, jak mówią, dystrykcie Centro Habana. Tam, w złuszczonych od wilgoci kamienicach, bije serce i pulsują inne organy prawdziwej Kuby, wymęczonej dekadami złudzeń.

Jak pisał Gutiérrez: „Jeśli komuś brak wiary, każde miejsce jest dla niego piekłem.”

[„Brudna trylogia o Hawanie”, Pedro Juan Gutiérrez, Zysk i S-ka 2004]

Udostępnij artykuł na:

Brak komentarzy.

Podobał Ci się ten wpis?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *