Hawana nocturna

W Starej Hawanie mieszkam przy ulicy Luz, co znaczy – światło. Za dnia go tam nie brakuje. Po zmroku nazwa ulicy traci sens. Albo brzmi co najmniej ironicznie. Powinna się przeinaczyć na Luz Apagada – światło zgaszone. Niewiele tu latarni. Poza tym ledwo się palą. Przed Rewolucją podobno oświetlały przedsionki licznych domów rozpusty. Teraz trzeba mrużyć oczy, aby cokolwiek lepiej widzieć. Pod jedną z takich latarń czuwa stróż porządku z Policía Nacional Revolucionaria. Rzuca obsceniczny cień na ścianę budynku. Za sprawą gumowego organu prewencji, wetkniętego w pas. Kilka przecznic dalej, w lichym blasku podobnej latarni stoi funkcjonariuszka tej samej policji. Również dogląda, czy nikt nie kpi z Rewolucji nocną porą. Wiele tu młodych Kubanek w mundurach. Wszystkie urodziwe, lecz służbistki niesłychane. Chronią rewolucyjnego ładu własną piersią, widać że nieskromną. Poza tym łatwiej im pełnić służbę, jest bezpiecznie, również po zachodzie słońca.

Gdzie indziej na Karaibach, od Dominikany po Trynidad i Tobago w zaułkach takich, jak te w Starej Hawanie, diabeł mówi dobranoc i tylko swoi wiedzą, jak mu odpowiedzieć. Jeśli wejdzie tam obcy, czy policja finał może być dla nich mało korzystny. Tutaj jest inaczej. Hawańską starówkę, łącznie z jej najbardziej podupadłymi rewirami, można przemaszerować nocą po całości i włosa nie stracić. Tylko raz słyszymy nieprzychylny komentarz: „Trzeba wstydu nie mieć, aby tu przychodzić i robić zdjęcia!”

Rzecz w tym, że to miejsce wciąga człowieka i trzyma dłużej, szczególnie po zmroku…

Udostępnij artykuł na:

Brak komentarzy.

Podobał Ci się ten wpis?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *