Kolumb wnukiem Jagiełły?

O tym, że w żyłach Kolumba mogła płynąć krew polskiego króla było już głośno z półtora roku temu. Wtedy krajowy Newsweek wydrukował wywiad z pewnym Portugalczykiem, który poświęcił się prostowaniu Wielkiej Historii i rezultaty tego prostowania zawarł w nielichej książce wydanej po hiszpańsku. Od niedawna można ją czytać również w Polsce. Nosi tytuł „Kolumb. Historia nieznana”. Przewodnie tezy tego dzieła rozeszły się wcześniej po świecie na fali sensacji. Chodzi o rzecz dużego kalibru. Autor, samorodny historyk z drygiem detektywa – Portugalczyk Manuel da Silva Rosa – z premedytacją wziął i gwałtu dokonał na życiorysie Krzysztofa Kolumba! Przecież życiorysie wykutym przez ludzkość na blachę!

Chodzi o tego samego Kolumba żeglarza, o którym ze szkoły wiemy, że urodził się w Genui, pośród plebejuszy, jako syn tkacza, że miał łeb do nauk wszelakich i języki obce chwytał w lot, że statkami śmigał, jakby do tego stworzony. Chodzi o tego upartego Kolumba z wizją przyszłego odkrywcy, któremu najpierw portugalski król Jan II wsparcia odmówił a potem mu przez lat siedem włodarze Kastylii, Leónu i Aragonii odmawiali, aż pojawił się pewien Żyd z kapitałem venture. I wreszcie chodzi o tego Kolumba u kresu swych sił w zwarciu z rozplenioną ignorancją, który jednak dopiął swego i wymęczył sponsoring upragnionej ekspedycji u tej opornej hiszpańskiej wierchuszki, po czym w 1492 roku wypłynął z Hiszpanii, wyprowadził w pole niesubordynowaną załogę, przepłynął zdradliwy Atlantyk, ujrzał za nim bujne wyspy ze skąpo odzianymi autochtonami o ładnej karnacji i wbił sobie do głowy, że oto szczęśliwie trafił do Indii.

Takiej, mniej więcej, wersji dziejów Kolumba trzymamy się od ponad pięciuset lat. Poza tym wiemy, co stało się potem ze rdzenną ludnością Hispanioli. W lat zaledwie piętnaście od zaczątków konkwisty ludność ta przestała istnieć. Manuela Rosę nie interesują raporty z tego, co zaszło w Nowym Świecie po przybyciu doń „brudasów” ze Świata Starego. Interesuje go tylko odpowiedź na pytania: kim faktycznie był i skąd pochodził Krzysztof Kolumb? O tym traktuje jego przełomowa książka. Oficjalnie utrwalonej biografii odkrywcy Ameryki, Rosa nie uznaje od jakichś dwudziestu lat. Za to wyraźnie sugeruje, że powinniśmy brać się od nowa do nauki historii!

Przeczytałem wywody Rosy od dechy do dechy, czasem ledwo przy tym wyrabiając, bo książka (mimo, że z hiszpańskiego zrozumiale przełożona) miejscami potrafi człowieka niepomiernie zamulić kaskadami nazwisk, zwałowiskiem przydomków i rodzinnych koligacji, niemniej włożywszy tęgi wysiłek, ukończyłem ją z jako takim sukcesem i uważam, że można się było dla porządku wiedzy przemordować. Jednocześnie jestem zdania, że powinien to przeredagować ktoś pokroju Normana Davisa, mając za plecami jakiegoś Wołoszańskiego oraz jakiegoś Sapkowskiego.

Tak czy inaczej, radykalna rewizja curriculum vitae takiego VIPa, jak Kolumb wymaga od rewizjonisty tony tupetu, tony determinacji i zarazem natury nieszkodliwego szaleńca. Wspomniany Manuel Rosa nie ma powodów by narzekać na braki w powyższej materii. Lata przetrząsania archiwów, badania stosów manuskryptów i odkurzania zapomnianych ksiąg w różnych lokalizacjach powiązanych z bytowaniem Kolumba, zaowocowały zaskakującym materiałem, który zdążył wywołać żywe dyskusje, zarówno w środowiskach akademickich, jak i wśród laików, włączając entuzjastów spiskowych teorii. Jedną z takich teorii Manuel Rosa dedykuje szczególnie Polakom…

Otóż, Kolumb to wcale nie Kolumb tylko Henryk, a z imienia nie Krzysztof a Zygmunt. Dalej, Zygmunt Henryk to syn Henryka Niemca, który z dalekiej Ziemi Świętej przybył do Portugalii i zamieszkał na wyspie Maderze. Dalej, Henryk Niemiec to… Władysław III Warneńczyk, syn Władysława II Jagiełły, tego samego, który stłukł Krzyżaków pod Grunwaldem w 1410. Dalej, król Władysław syn nie wyzionął ducha pod Warną w 1444 roku, jak podają kroniki historyczne! Bił się tam z Turkami, to prawda, bitwę sromotnie przegrał lecz wbrew temu, co powszechnie wiadomo – zabić się nie dał! A jego odcięta głowa nie skończyła w garnku z miodem, jako wojenne trofeum tureckiego sułtana.

Warneńczyk cudem przeżył, pośród setek rozpapranych trupów doznał olśnienia i zaraz cichaczem ruszył do Ziemi Świętej w celach, podobno, pokutnych. Dalej, jak już wiemy przyjęła go Portugalia. Tam się dobrze orientowali (ci, którzy mogli się orientować), z jaką szychą mają do czynienia. Oraz, że ta szycha życzy sobie pozostać incognito. Dalej, Henryk Niemiec wżenił się skutecznie w szlachecką portugalską familię, jako że sam był świetną partią i druga strona nie wykazywała oporów. Dalej, którejś parnej nocy chuć Henryka zapukała w łono jego małżonki i królewskie nasienie poczęło kiełkować. Żona w regulaminowym czasie powiła mu syna Zygmunta Henryka, który miał szczęście dorastać w dostatku, blisko ludzi władzy.

Najistotniejsze w barwnej karierze Zygmunta było to, że… od roku 1492 regularnie kursował na pełnych żaglach w rejony dzisiejszych Karaibów pod operacyjnym pseudonimem – Krzysztof Kolumb. Do Wielkiej Historii, jako domniemany odkrywca Nowego Świata, wszedł dokładnie osiemdziesiąt dwa lata po tym, jak jego dziadek Władek z klasą przyjął „dwa nagie miecze” i zaraz potem sprawił, że pewien krzyżacki CEO nie doczekał emerytury…

Władysław II Jagiełło, jak wiemy, spoczywa na Wawelu. Wie o tym również Manuel Rosa… Dlatego trzeba na niego uważać! Człowiek z taką idée fixe może iść po trupach, byle dowieść swej racji. Nie wiadomo, kiedy jego tupet, determinacja i szaleństwo sprawią, że najzwyczajniej sięgnie DNA…

[„Kolumb. Historia nieznana”, Manuel Rosa, wyd. Rebis 2012]

Udostępnij artykuł na:

Brak komentarzy.

Podobał Ci się ten wpis?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *