Marcin i Kinga na tropie

Mieliśmy z Kingą u zarania naszych przygód w Dominikanie taką zabawę. Ja byłem el jefe, czyli prawda, wódz, dyktator. Ona zaś była żoną, wierną i oddaną kobietą dyktatora, która pomiatała nim w łożu, gdy on, generalissimus, dobroczyńca narodu dzień kończył. Dzień bogaty w zdarzenia, wypełniony rządzeniem niepokorną, bananową republiką. Wstawaliśmy zazwyczaj wcześnie rano. Wrodzona dyscyplina podnoszenia się z łóżka o jasno ustalonych i utrwalonych godzinach towarzyszyła mi od dziecka, więc nie lekceważyłem jej nawet na upragnionych wakacjach w tropiku. Zważywszy na nocne akrobacje w duecie, gimnastykę poranną sobie darowałem. Wysuwałem się z pościeli wypoczęty i drapiąc się gdzieniegdzie obierałem kurs na łazienkę. Tam, rzecz jasna, dokonywałem ablucji. Rytuał ten zawsze stanowił dla mnie jedną z przyjemniejszych części poranka, gdy byłem młodym, nieobrośniętym źrebakiem, i gdy dorosłem już do rangi, umówmy się, pełnokrwistego caballero.

Jako malec poznawałem tajemnice własnego ciała, teraz, już w dalszym wieku pod kroplami ciepłej wody po prostu wspominałem z uśmieszkiem udaną noc. Ananasy, te zawsze robiły mi dobrze, będę się nimi raczył po czasu kres, a niebieskie pastylki rozgniatał butem, jak gnidy – oto myśli dyktatora. Kiedy wyprażony ukropem, czysty i szczęśliwy opuszczałem zaparowaną łaźnię, kładłem się na łóżku, relaksowałem i czekałem na żonę, która poddawała się podobnym czynnościom.

Jeśli o tym nie zapomniałem, wciągałem na dyktatorski zad świeżą bieliznę i wychodziłem na balkon. Kilka metrów za żywopłotem z hibiskusów, na patio zadbanego domostwa, codziennie, prawie o tej samej porze zmywała naczynia ładna, jak sądzę, pełnoletnia już Mulatka, dominikańska muchacha. Gdy tylko mnie dostrzegła darowała uśmiech tak cudny, że musiałem natychmiast opuścić balkon, aby moje myśli pozostały czyste.

Dyktator słynął z wierności swej żonie. I mimo, ze tropikalna rzeczywistość podsuwała mu tuziny okazji do rozmaitych grzeszków, zawsze jakoś potrafił odegnać pokusę i uspokoić krew. Jego moc dawała mu pełną kontrolę, nie tylko nad ludem swej gorącej republiki, ale i nad własnym umysłem, który poskramiał tak na jawie, jak i we śnie.

Tylko raz śniło mu się, że podszedł za blisko do kozy… Jednak sen wydał mu się tak niedorzeczny (spożywać, albo czcić kozę – to zrozumiałe, ale brać się za biedne zwierzątko – wykluczone!), że zignorował go zaraz po przebudzeniu, bez konsultacji z wieszczką. Z kolei, rozmowa z żoną przy świeżo parzonej kawie o nutach cynamonu utwierdziła go jak zawsze w przekonaniu, że jako mężczyzna może spełnić się tylko w jeden sposób, i tylko w bliskości jedynego stworzenia, jakim pozostawała właśnie jego żona…

Na śniadanie, przeważnie skromne, bo składające się jedynie z soków i kilku kawałków soczystych cytrusów schodzili razem, obok siebie, lecz nigdy pod rękę. Wszelakie romantyczne gesty rezerwowali na intymne chwile sam na sam. Kiedy stawali przed obliczem nieogarniętego tłumu, wyglądali raczej, jak partnerzy w pracy i przygodzie, nie jak notoryczni, zepsuci kochankowie. I to budziło szacunek mas. Tamtego ranka dyktator nosił na sobie letni, jasny mundur, a jego połowica bawełnianą koszulę khaki. Zjedli i zaraz potem dobrze wyekwipowani zapuszczali się w teren. Na eksplorację. Szli tropić to, co warte było wytropienia…

I to się wiele nie zmieniło od prawie 13 lat.

Ten tekst dedykuję mojej żonie Kindze: partnerce, która sprawia, że świat ten bliższy, czy dalszy jest całkiem do ogarnięcia.

Muchas gracias! 

Udostępnij artykuł na:
2 Odpowiedzi
  • Kinga
    Czerwiec 13, 2017

    Dzięki za dedykację, mi amor. No cóż, wydało się, żeśmy wszetecznicy, birbanci i powsinogi i niech tak pozostanie.:) Nie ma szans na jakikolwiek ruch oporu 😉 Nie sposób walczyć z dyktaturą głębokich uczuć, w tym wieloletniej przyjaźni i wspólnych, niegasnących fascynacji.

  • Gosia
    Czerwiec 14, 2017

    Kochani, życzę Wam szczęścia i miłości bez granic. Patrząc na Wasze roześmiane buzie nie sposób nie wierzyć, że życie jest piękne…

Podobał Ci się ten wpis?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *