Menu podróżne

Jaki to fantastyczny wynalazek – podróż! Po prostu – ruch napędzany ciekawością, potrzebą, wyobraźnią. Ruch ku nowemu, nieznanemu, ku przygodzie. Jedzie się, leci się, czasem czmycha byle czym, byle dalej; na południe czy wschód, może za wielką wodę, w inny czas, w inny świat. Ile to rodzi ekscytacji za każdym razem, ile barw dodaje życiu, ile sensu. Plany, przygotowania, potem w drogę. To potężny, absorbujący proces, który pochłania mnóstwo energii, lecz emituje jeszcze więcej frajdy.  Do encyklopedii powinno trafić ekstra hasło – umysł podróżnika.

Ale potem trzeba wrócić do domu, jak to mawiają – do „rzeczywistości”. Bywa z tym ciężko i wielu z Was to potwierdzi. Głowa wariuje, nadal tkwiąc w „tamtym” wymiarze; bunty są, fochy są, źle jest. Banan z importu w ogóle nie smakuje, ananas nie ma koloru, skóra schnie na wiór; wszystkiego brak, choć wszystko pod ręką. Nieraz chce się wyć z tej niemocy i zawijać kitę z powrotem tam, gdzie rosną pieprz i wanilia, razem albo oddzielnie, gdzieś tam…

Chwytam plecak z ostatniej wyprawy, siadam w rogu i obwąchuję go, jak pies. Cała wilgoć tropiku w nim zalega. Podobnie, jak w reszcie garderoby podróżnej, bo chociaż wyprana, nadal przypomina, jak było. Ten stęchły zapaszek nie znika szybko. Teraz jest moim przyjacielem.

Co pamięta człowiek po powrocie z dżungli, z pustyni, z jakiegoś parnego wygwizdowa, z rewirów zalatujących zbutwiałą guawą? Ludzi pamiętamy! Na pewno ludzi. Oni tworzą tę podróż, dają nam poczuć więcej, pomagają decydować co dalej, pokrzepiają uśmiechami i dobrym słowem. Czyli, po pierwsze ludzie. Co dalej? Krajobrazy, przestrzenie; te kaniony, doliny, zatoki, przełęcze, szczyty pod same chmury, ocean tak jasny, że trzeba oczy mrużyć. Dzicz, coś pierwotnego, coś wyjątkowego; coś sprawiającego, że dusza tężeje, serce rośnie, umysł rozciąga się kilka razy. To na pewno! A potem co?

Czyżby lokalny wikt? Właśnie to! Obłędny street food; kuchnia uliczna, czy jakakolwiek inna, ważne że tamtejsza! Autentyczna, świeża, zaskakująca, serwowana z radością. Chociaż bywa nieraz faktycznie egzotyczna, żeby nie powiedzieć trącająca nutą perwersji. Można się nałazić, nawdychać innego powietrza, naoglądać muzeów, starych murów, parków, czy czego tam jeszcze po kokardę, lecz przychodzi taki moment (nieraz krytyczny!), że to wszystko trzeba zatrzymać, zostawić w diabły, zachwyty odłożyć; plan, jeśli trzeba, zmienić.

I pójść do baru, knajpy, bufetu, szynkwasu, speluny, jadłodajni, może restauracji bułkę przez bibułkę, bo różnie bywa. I zasiąść do stołu i zjeść, dogodzić sobie wedle marzenia, popróbować tego, tamtego, czasem zaryzykować, poszerzając doświadczenie wędrowca. Jedzenie! O tym pamiętamy. Od tego zaczyna się niejednokrotnie podróżne wspominanie, to jest jak prolog, po którym przychodzi reszta. Cośmy tam jedli, cośmy pili, cośmy za wszystkie czasy przeżyli.

Zakosztowane miejscowe kulinaria ujawniają potem swoje ukryte moce: wyzwalają ciągi skojarzeń, są katalizatorem opowieści, ratują pamięć…

Zróbmy sobie zatem podróż kulinarną. Od Malezji, Wietnamu i Hongkongu, przez Kolumbię, Karaiby, Hiszpanię, Sycylię, Gruzję – po bar ze smażonym dorszem i frytkami w Londynie…

Zjedzmy coś, wypijmy… 🙂

Roti canai oraz herbata teh tarik w Kuala Lumpur, Malezja.

Roti Canai, Kuala Lumpur

Zupa Phở w Hanoi, Wietnam

Zupa Phở w Hanoi, Wietnam

Ryba mahi-mahi w Scotts Head, Dominika

Ryba mahi-mahi w Scotts Head, Dominika

Arròs negre w Walencji, Hiszpania

Arròs negre w Walencji, Hiszpania

Pani câ meusa, czyli „śledzionoburger” w Palermo, Sycylia, Włochy.

Pani câ meusa, czyli "śledzionoburger" z Palermo, Sycylia, Włochy

Zupa ajiaco w Bogocie, Kolumbia

Zupa ajiaco, Bogota, Kolumbia

Ryba lucjan czerwony z patacones (smażonymi platanosami) w Bocas del Toro, Panama

Ryba lucjan czerwony z patacones (smażonymi platanosami), Bocas del Toro, Panama

Curry goat with Rice and Peas, czyli koźlina curry z ryżem i fasolą w Notting Hill, Londyn, Wielka Brytania

Curry Goat with Rice and Peas, czyli koźlina curry z ryżem i fasolą, Karnawał w Notting Hill, Londyn, Wielka Brytania

Snake soup, czyli zupa z węża w Hongkongu

Snake soup, czyli zupa z węża, Hongkong

Chinkali w Tbilisi, Gruzja

DSC_0236

Chaczapuri adżaruli, czyli chaczapuri adżarskie w Batumi, Gruzja

Chaczapuri adżaruli, czyli chaczapuri adżarskie, Batumi, Gruzja

Mojito na plaży Santa María del Mar, Kuba

Santa María del Mar

Pad thai w Bangkoku, Tajlandia

Pad thai, Bangkong, Tajlandia

Satay ayam (kurczak) oraz satay daging lembu (wołowina) u Zainala w Kuala Lumpur, Malezja

Satay ayam (kurczak) oraz satay daging lembu (wołowina), Zainal Satay, Kuala Lumpur, Malezja

Guarapo, czyli świeży sok z trzciny cukrowej w Valle de los Ingenios (Dolinie Cukrowni), blisko Trynidadu, Kuba

Guarapo, świeży sok z trzciny cukrowej, Valle de los Ingenios (Dolina Cukrowni), Trynidad, Kuba

Świeże guayabas, czyli owoce guawy na wyspie San Andrés, Kolumbia

Świeże guayabas, czyli owoce guawy, wyspa San Andrés, Kolumbia

Ti’ Punch, czyli tzw. „mały poncz” na rumie rolniczym (rhum agricole), Gwadelupa

Ti' Punch, czyli tzw. "mały poncz" na rumie rolniczym (rhum agricole), Gwadelupa

Fish&Chips, czyli ryba z frytkami w barze Micky’s Fish and Chips, Londyn, Wielka Brytania

Fish&Chips, czyli ryba z frytkami, bar Micky's Fish and Chips, Londyn, Wielka Brytania

Arepa de huevo, arepa z jajkiem w Luruaco, Kolumbia

Arepa de huevo, arepa z jajkiem, Luruaco, Kolumbia

Carajillo, czyli kawa z „prądem” w Granadzie, Hiszpania

Carajillo, czyli kawa z "prądem", Granada, Hiszpania

Obleas con arequipe, czyli andruty przełożone kajmakiem na Wzgórzu Monserrate, Bogota, Kolumbia

Oblea con arequipe, czyli andruty przełożone kajmakiem, Wzgórze Monserrate, Bogota, Kolumbia

Dieta partyzantów Wietkongu (gotowany maniok, pokruszone orzeszki ziemne z solą, zielona herbata), przy Tunelach Củ Chi, Wietnam

Dieta partyzantów Wietkongu (gotowany maniok, pokruszone orzeszki ziemne z solą, zielona herbata), Tunele Củ Chi, Wietnam

Zupa z makaronem w Kuala Lumpur, Malezja

Zupa z makaronem, Kuala Lumpur, Malezja

Zupa z makaronem w Hongkongu

Zupa z makaronem, Hongkong

Piwo Mtieli w Tbilisi, Gruzja

Piwo Mtieli, Tbilisi, Gruzja

Przekąski dim sum w Hongkongu

Przekąski dim sum, Hongkong

„Wężówka” w Ho Chi Minh, Wietnam

Przekąski dim sum, Hongkong

Zupa changua w restauracji San Jerónimo, Chía, Cundinamarca, Kolumbia

Zupa changua, restauracja San Jerónimo, Chía, Cundinamarca, Kolumbia

Piwo Cruzcampo i oliwki w Sewilli, Hiszpania

Piwo Cruzcampo i oliwki, Sewilla, Hiszpania

Smażone rybki barbaty (barabulki) w Batumi, Gruzja

Smażone rybki barbaty (barabulki), Batumi, Gruzja

Herbata po turecku w Batumi, Gruzja

Herbata po turecku, Batumi, Gruzja

Smażona ryba mojarra z ryżem kokosowym, smażonymi platanosami i sałatką w Cartagenie de Indias, Kolumbia

Smażona ryba mojarra z ryżem kokosowym, smażonymi platanosami i sałatką, Cartagena de Indias, Kolumbia

Dominikańska kuchnia uliczna (empanadas de yuca, quipe) w Santo Domingo, Dominikana

Dominikańska kuchnia uliczna (empanadas de yuca, quipe), Santo Domingo, Dominikana

 

Smacznego! 🙂

Udostępnij artykuł na:
1 odpowiedź
  • Katherina
    Kwiecień 30, 2020

    I to są wspomnienia! Nie tylko przywiezione pamiątki, zdjęcia krajobrazów czy własne selfie, ale właśnie wspomnienia smaków i zapachów miejsc, w których się było. Są tak samo cenne jak wrażenia wzrokowe i zapadają w pamięć, ale tą inną – niewzrokową… To coś na kształt smaków z dzieciństwa. Prawie każdy wraca do nich pamięcią… A wspomina się nie tylko smak i wygląd takiej potrawy, ale także osobę, która ją przygotowywała lub osób, z którymi się ją spożywało. Zazwyczaj towarzyszą temu błogie wspomnienia…

Podobał Ci się ten wpis?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *