Podróże listopadowe

Listopad bywał dotąd zdecydowanie miesiącem w drodze. Dusza o tym wie, dusza pamięta, dlatego tak rwie się do wspomnień. Zwłaszcza teraz, kiedy podróży brakuje… Większość to włóczęga po rewirach dalekiego Południa (wschodniego, czy częściej – zachodniego, karaibsko-latynoskiego). Tak przynajmniej wynika z domowych podróżniczych rejestrów: Dominikana, Kuba, Panama, Kostaryka, Kolumbia, albo – Sri Lanka, Malezja, Tajlandia… Czasem zdarzało się tak, że dokładnie 11 listopad, czyli feta narodowa wymieszana z fetą imieninową (św. Marcin – czyżby?!), wypadała gdzieś tam, hen daleko od domu. W tropikalnej parnocie, w słońcu, przy ryżu z fasolą, z lodowatym piwem Aguila, albo Lion w dłoni. W Zatoce Świń na Kubie, w barze u Tamilów w Kuala Lumpur, na granicy panamsko-kostarykańskiej, w pyle półpustyni na półwyspie Guajira w Kolumbii, czy na plaży Marakolliya na południowym wybrzeżu Sri Lanki…

Ten natomiast listopadowy dzień w pandemicznym Anno Domini 2020 spędziłem w lesie na… grzybobraniu (i to udanym!), pół godziny drogi od Warszawy. Z bliskimi, z rogalami świętomarcińskimi, z tartą sześcio-serową, z ciastem marchewkowym, z termosem kawy po dominikańsku. Też dobrze, też wspaniale! Lecz przy okazji nie zaszkodzi powspominać podróży listopadowych do świata… 

 Kuba, 2011

11 listopada widziałem krokodyle kubańskie (Crocodylus rhombifer) w moczarowo-bagnistym parku narodowym Ciénaga de Zapata w prowincji Matanzas. Nad Zatoką Świń w pobliżu plaży Girón – gdzie w kwietniu 1961 roku „brygada inwazyjna” złożona z kubańskich emigrantów wspieranych przez CIA dostała tęgiego łupnia od wojsk Fidela Castro – odebrałem sms z życzeniami imieninowymi od siostry Kingi. Potem trafiliśmy do miasta Cienfuegos zlanego światłem popołudniowego słońca. Mieliśmy do przejechania prawie całą Kubę, aż po jej wschodnie krańce: Santiago de Cuba, Guantánamo, Baracoa… To była fantastyczna perspektywa! Serce zostawiłem na tej wyspie nie w Hawanie, czy kolonialnym, zagubionym w czasie Trynidadzie, nawet nie w Camagüey, tylko właśnie w Santiago.  Mieście parnym i nieprzeniknionym, do szpiku karaibskim.

Krokodyl kubański (Crocodylus rhombifer)

Ziewający krokodyl kubański (Crocodylus rhombifer).

Plaża Girón

Plaża Girón.

Plaża Girón

Plaża Girón.

Cuba1 (330)

Cienfuegos

Cienfuegos.

Cienfuegos

Cienfuegos.

Cienfuegos

Cienfuegos.

 

Kolumbia, 2015

11 listopada wpatrywałem się w marsjańskie przestrzenie półwyspu Guajira w zasięgu Punta Gallinas (najdalej na północ wysunięty punkt Ameryki Południowej). W okolicy wędrowały stada dzikich kóz. Nie brakowało też zapiaszczonych, tajemniczych cmentarzy Wayuu, leżących jakby na pograniczu mirażu. Później, tego dnia, przejechaliśmy terenówką w wielkim skwarze ponad 130 km półpustynnym traktem (w stylu dawnych rajdów Paryż-Dakar) od zatoki Bahía Hondita po przylądek Cabo de la Vela. Zatrzymaliśmy się tam w miejscu zwanym Rancheria Utta. Spaliśmy w tradycyjnych hamakach Wayuu, zwanych chinchorros.

Półwysep Guajira

Półwysep Guajira.

DSC_0249

DSC_0268

DSC_0272

DSC_0275

 

Kostaryka, 2017

11 listopada rano przekraczałem granicę panamsko-kostarykańską. Z jednego państwa do drugiego przeszliśmy z Kingą mostem nad rzeką Sixaola. Po drugiej stronie, w pueblo o takiej samej nazwie, jak rzeka wbito nam pieczątki do paszportów i cofnęliśmy zegarki o godzinę. Później, już Puerto Viejo de Talamanca zjedliśmy typowe lokalne śniadanie gallo pinto raczej o aparycji obiadu i pojechaliśmy rowerami do Manzanillo. Nad nami, w koronach drzew sjestowały wyjce, które swój potencjał wokalny ujawniły dopiero o świcie następnego dnia.

Granicy Panama - Kostaryka

Na granicy Panama – Kostaryka. W porze przed-śniadaniowej.

Manzanillo

Manzanillo.

Manzanillo

Manzanillo. 

Malezja, 2009

11 listopada zjadłem na śniadanie roti canai i wypiłem teh tarik w barze prowadzonym przez Tamilów w okolicy Merdeka Square w Kuala Lumpur. Potem trafiłem na targowisko Pasar Pudu, gdzie lawirując między sprzedawcami owoców i rzeźnikami utaplanymi w kurzych flakach, fotografowałem to miejsce. Spędziłem tam kilka godzin. Uwielbiam bazary. Jeśli ktoś chce mi zrobić wprowadzenie do jakiegoś kraju – niech pokaże mi lokalny bazar. Po południu czekał mnie kulinarny rarytas – sataye przy aromatycznie dymiącym grillu „Zainal Satay” na ulicy Jalan Sultan. Maestro Zainal w nieodłącznym pasiastym fartuchu i białym songkoku robił to, na czym znał się najlepiej. Potem, idąc wzdłuż ulicy Jalan Bukit Bintang poznałem kilku jajcarskich taksówkarzy. Zrobiłem im sesję zdjęciową. Parli na szkło, aż miło. Wieczór zakończyłem pod Petronas Twin Towers, gdzie spotkałem parę brazylijskich misjonarzy, który pracowali w Timorze Wschodnim i do malezyjskiej stolicy przylecieli na krótki urlop. Wracając do hotelu kupiłem po drodze kilka owoców – mangostanów.

Roti canai oraz teh tarik

Rotu canai (jedzonko) oraz teh tarik (herbata z mlekiem).

Targowisko Pasar Pudu, Kuala Lumpur

Targowisko Pasar Pudu w Kuala Lumpur.

DSC_0142

DSC_0144

DSC_0163

DSC_0173

DSC_0174

DSC_0188

Sataye

Sataye.

DSC_0312

Taksówkarze

Taksówkarze – jajcarze.

DSC_0317

Petronas Twin Towers

Wieże Petronas.

Mangostany

Mangostany.

 

 Sri Lanka, 2019

11 listopada spędziłem z Kingą na włóczeniu się po mniej lub bardziej lagunowo-zaroślowo-plażowych okolicach na wschód od miasteczka Tangalle, nad Oceanem Indyjskim. Bardzo tam spokojnie, czarująco dziko. Nieliczni rybacy ze swoimi zajęciami. Nieraz młodzi grający w elle – plażową odmianę naszego, rodzimego palanta. Poza tym, setki metrów pustej przestrzeni. To była chwila relaksu po wcześniejszym maratonie Kolombo-Kandy-EllaUdawalawe. Sączyliśmy piwo Lion, wodę z uzbieranych kokosów i dłubaliśmy w miąższu osobliwego owocu, zwanego po naszemu feronią słoniową (wood apple). Wieczorem gapiliśmy się na zachód słońca na plaży Marakolliya. O zmierzchu słyszeliśmy echa modlitw dochodzących ze świątyni buddyjskiej zaszytej gdzieś na uboczu, w tropikalnej gęstwinie. To wszystko miało klimat.

 20191110_172609

Plaża Marakolliya

Plaża Marakolliya.

20191110_164545

20191111_145951

Wood apple, czyli feronia słoniowa

Wood apple, czyli feronia słoniowa.

20191111_171530

20191111_175941

Brak komentarzy.

Podobał Ci się ten wpis?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *