Powieściowe Sekrety Panamy

Panama jest mała i pisze się o niej mało. I to jest nieporozumienie, bo o tym kraju trzeba trąbić na prawo i lewo. To jest kawał pięknego lądu wijącego się między dwoma oceanami. Z fantastycznymi ludźmi, z dziką przyrodą, z ciekawą historią, choć trudną, bolesną i niewygodną. Wiele się tam działo, wcześniej i później. Bo Panamczycy potrafią raczej sięgnąć po swoje i mówić po swojemu, choćby mieli płacić wysoką cenę. Było odłączenie od Kolumbii i niepodległość; potem Kanał Panamski w obcych rękach; dalej haniebna inwazja jankesów i krwawa łaźnia w stołecznej dzielnicy El Chorrillo; w końcu wyciek „kwitów panamskich”, ujawniających to, jak świat jest dymany przez krętaczy dużego kalibru od Putina po Lionela Messiego…

O Panamie naczytałem się już trochę lata temu, jak i o jej bliższych czy dalszych sąsiadach, próbując zrozumieć dlaczego te kraje latynoskie są takie zajebiste. Nie wiem, czy załapałem to do końca. W każdym razie, do dziś nie mogę zaznać w tej materii spokoju. Pamiętam, że świetnie czytało mi się panamskie reportaże młodego Krzysztofa Mroziewicza – „Istmo: Biuletyn wiadomości dobrego i złego” (1982). Dobrze jest trafić na taki tekst, gdy człowiek dopiero rozbudza się na temat, gdy trzeba mu czegoś napisanego z biglem, za fascynacją i co jest ponadto znakomite warsztatowo (nie ma pisania bez czytania!). „Istmo…” jest napisane mądrze i con amor, z uczuciem, choć bez zbytniego popadania w ckliwość. Zresztą, bez tego nie sposób ogarnąć tych chaotycznych i lubieżnych tropików, zawieszonych w lepkim powietrzu między wrzaskiem a letargiem.

Mnie się Panama kojarzy wybitnie z „tropikiem literackim”. Już sama nazwa tego kraju kryje w sobie jakąś inspirującą nutę, może obietnicę czy zagadkę, albo po prostu – fabułę. Widzę wiatrak łopoczący na suficie, maszynę do pisania stojącą na kolonialnym biurku, butelkę dobrego, jak diabli, rumu pod ręką. Panamski klimat oszołomił takich pisarzy, jak Graham Greene, Joseph Conrad, czy John le Carré, który zresztą umieścił tam akcję swego „Krawca z Panamy”…

Lecz to nie koniec. Jest jeszcze lepiej.

Oto, na rodzimym podwórku wydawniczym wyszła niedawno… powieść o Panamie! I to ponoć pierwsza polska fabuła tocząca się w tym intrygującym, latynoskim kraju za wielką wodą! Mamy więc „Sekrety Panamy: Spadek”. Napisała ją, pochodząca z Poznania, Monika Wojtkowiak. Czuć, że bardzo chciała to napisać. Poza tym, to jej literacki debiut.

Książki pisze się, z grubsza, na dwa sposoby. Pierwszy – choćby tak, jak Hemingway, czyli całe doświadczenie przenosisz z własnego garbu na papier; znasz miejsce akcji, znasz ludzi, wiesz jak zalatuje spocony byk, albo pamiętasz ból dłoni rozoranej linką do połowów marlina, etc. Drugi – wymyślasz wszystko od początku, gapiąc się godzinami raz w monitor, raz w sufit i choćby to było dzieło wybitne walniesz zawsze jakąś kakę, którą ci potem wyłuskają i wypomną wredni szperacze, choćby nie miało to znaczenia dla akcji.

Autorka Monika Wojtkowiak podróżowała do Panamy kilka razy i wątki swej debiutanckiej powieści wrzuciła w realne, pełnokrwiste panamskie plenery, rewiry, czy krajobrazy; poczujecie aurę kolonialnej starówki Casco Antiguo w Panama City; rozgrzany asfalt słynnej Drogi Panamerykańskiej; arktyczne zimno lokalnego autobusu, zmieniającego pasażerów w odrętwiałe półtusze wieprzowe w odmętach chłodni; oczami wyobraźni ujrzycie dżunglę (z leniwcem i papugą!), której parne chaszcze potrafią wcisnąć się tam niemal do miasta, rozplenić i rządzić po swojemu, jak dyktator…

I kiedy Monika pisze o tej niemożliwej Panamie, którą poczuła pod własnymi sandałami, która wycisnęła z niej morze potu i emocji, wtedy jej opowieść podoba mi się najbardziej. Przyznaję, że zadałem sobie przy okazji pytanie, dlaczego to nie powstało ostatecznie, jako np. pełnowymiarowy reportaż, albo barwna relacja podróżniczki, której kraj z Kanałem Panamskim i resztą inwentarza zakręcił mocno w głowie..?

Ale w porządku. To miała być fabuła. Na okładce książki została zarysowana tak:

„Wciągająca historia polskiej studentki Natalii, która niespodziewanie otrzymuje wiadomość o spadku odziedziczonym po dziadku żyjącym przez lata na emigracji. Aby go odebrać, musi ruszyć w egzotyczną podróż na drugi koniec świata. W Panamie trafia w niekontrolowany wir przygód swojego kuzyna, amerykańskiego biznesmena i księdza o indiańskich korzeniach. Z każdą godziną do akcji włączają się kolejni bohaterowie, a ryzyko zaczyna wzrastać. Okazuje się, że nie chodzi jedynie o pieniądze, ale o wiele więcej.”

I ta fabuła jest doprawdy sensacyjna. Coś się dzieje. A jak się nie dzieje, to wiele wytchnienia nie ma, bo tworzy się jakieś napięcie, oczekiwanie, że zaraz coś rypnie, zakotłuje się, wywróci bieg wydarzeń. Bez wątpienia, autorka narobiła w tej fabule sporo zamieszania. A bohaterowie tylko jej w tym pomagają; nie brak tam typków spod ciemnej gwiazdy, łajdaków, czy czułych barbarzyńców, którzy kombinują jak mogą, aby grę przeciągnąć na swą stronę. Sama Natalia, choć nieco zagubiona, czasem nieco naiwna i ciągle pakowana w nowe tarapaty, daje finalnie radę w świecie prężących się i wymacujących gnatami machos.

Akcja powieści posuwa się do przodu tak, jak powinna. Czasem może za szybko – przydałoby się tu nieco więcej „powieściowego miąższu”, chciałoby się czegoś bardziej posmakować, albo przede wszystkim lepiej poznać głównych protagonistów, ich motywacje itd. Bohaterowie… są, ale mogliby… „być bardziej”. Poza tym, wszystko wykoncypowane wedle praktyk, jakich wymaga się od tego typu fabuł.

Myślę, że wspomniany wcześniej, John le Carré mógłby dać tej powieści zielone światło. A już na pewno, gdyby nie zabrakło w niej dwóch elementów: choćby przelotnego romansu (w tropikalnych okolicznościach przyrody nawet niezbędnego), oraz większej dawki poczucia humoru. „Krawcowi z Panamy” nie zaszkodziło to.

Mam nadzieję, że autorka w kontynuacji „Sekretów Panamy” (ponoć jest taki zamysł!) sprawi, że ten nieposkromiony panamski tropik dostarczy czytelnikom jeszcze więcej satysfakcji…

„Sekrety Panamy: Spadek”, Monika Wojtkowiak, Wyd. GOTÓW KSM, Warszawa 2019.

Print Friendly, PDF & Email
Udostępnij artykuł na:
2 Odpowiedzi

Podobał Ci się ten wpis?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *