Pulp fiction po kubańsku

Wziąłem się za czytanie „Adiós Muchachos” i dobrze zrobiłem. Daniel Chavarría to napisał, Urugwajczyk, rocznik 1933, dla którego Kuba stała się drugą ojczyzną, lata temu. Napisał to hardo,soczyście. Czuć tu nieraz w języku choćby Charlesa Bukowskiego. Mamy czarny humor, wątki kryminalne, tropikalne soft porno, nie inaczej. I wszędzie mamy Kubę, pełnokrwistą Hawanę, lubieżną, rozgrzaną, no i walczącą o przetrwanie, kombinującą, zdesperowaną, pokazaną jaka jest.

W tym tekście są, jakby nie patrzeć, bezlitosne diagnozy. Taki przykład:

„To wszystko jego wina – stwierdziła Margarita, mając na myśli byłego męża, po czym dodała ze wzgardą: – No i przez tego łysego kutasa Gorbaczowa, który wszystko spieprzył. Gdyby Związek Radziecki nie upadł, na Kubie nie wprowadzono by stanu wyjątkowego, a Alicja mogłaby dokończyć studia. Z pewnością znalazłaby sobie odpowiedniego męża: kogoś z nomenklatury, technokratę, a może i artystę, o czym marzyła jeszcze w dzieciństwie. Lecz w 1994 roku, gdy kryzys gnębił ich żołądki, ich stopy, a nawet ich umysły, uczucia patriotyczne Alicii osiągnęły granicę wytrzymałości, postanowiła zatem zostać kurwą.”

Daniel Chavarría, zresztą filolog klasyczny (w Hawanie miał wykładać grekę i łacinę) to barwna postać. Nim zaczął pisać był górnikiem, modelem, pomywaczem, poszukiwaczem złota w Amazonii… Ponoć uprowadził awionetkę, by dostać się na Kubę. I tę Kubę, jak widać, poznał…

[„Adiós Muchachos”, Daniel Chavarría, Muza 2013]

Udostępnij artykuł na:

Brak komentarzy.

Podobał Ci się ten wpis?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *