Archiwa tagu: trynidad

Kosmos Kraju Kolibra

„Afrykańskie korzenie UFO”. Od razu lojalnie uprzedzam – wszelkich fanów twardej, jak tytan prozy science-fiction; akolitów teorii spiskowych żądnych świeżej etyliny dla swoich synaps, czy chwalców paleoastronautyki, mailujących gorliwie z oficyną Ericha von Dänikena – w tej „(afro-karaibsko)futurystycznej” opowieści „ufa” będzie, jak na lekarstwo. Z grubsza tyle, ile w buforze i bufoteninie razem wziętych. No, wybaczcie. Autor narobił tym tytułem bigosu (albo potrawki z oposa, gdyby poskakać po kuchennych równoleżnikach).

Prapamięć Karaibów

Nie będzie o UFO żadnej (psychodeliczno)naukowej dysertacji, żadnej spekulacji kogoś, kto chlapnął za dużo rumu w rum-shopie i gwiazdy mu zeszły na samo czoło, albo niżej. Nie szukajcie też w necie newsów o wielkiej wyrwie pośród równin Serengeti, na moczarach delty Okawango albo w parku Krugera; newsów o po-meteorytowym kraterze skąd wyekstraktowano kosmoluda o ślepiskach na wieczność zdziwionych, czarno-perłowych i głębokich, jak otchłań i o charyzmie Shaka Zulu (autopsyjnie nie potwierdzonej). Ten „ufiasty” tytuł jest przewrotny, wywrotowy i nic Wam więcej nie powiem. To Wam powie książka. Dość zmyla na wstępie i wyprowadza w pole. Magnetyczne, czy inne, za to o wabiącym rubinowym migocie w porze brzasku i o zapachu gujawy.

Dlatego – przyjaciele mocno po Ziemi stąpający – dajcie się temu zwieść! Dajcie. Tej poetyckiej prozie. Tej poezji nie prozaicznej. Nomen omen – fantastycznej. Fraktalnie rozcapierzonej, nieopanowanej i zaczepnej, mówiącej – oto przyszłość! Ale przyszłość mocno roots, z mocnych „korzeni” wybujała; z gęsto utkaną prapamięcią Iërè, idyllicznego lądu Arawaków i Karaibów, zwanego „Krajem Kolibra” zanim wpadł tam Kolumb, przechrzcił go na „Kraj Trójcy Świętej” i podciął Kolibrowi wibrujące skrzydełka. To jest przyszłość, moi drodzy, wyjechana w kosmos w trzydziesty wiek, ale dalej swojska, gdzie „Toucan Bay lśni, jak siatka sardynek.”* Przyszłość, choć zalana chromem, to do szpiku ludzka – z baroburdelem „U Houdiniego”, z duszonym pochrzynem i polewką z krowich kopyt; oraz z przytachanymi w genach: karnawałem, namiętnością tropiku, agresją, zawiścią i każdym wiecznotrwałym dziadostwem.

Oto kosmiczna realność karaibskiego Trynidadu na planecie Kunu Supia. Trynidadzkie nemezis wysnute na „Dryfującej Wyspie” z „Genetycznej Pamięci Starożytnej Iërè”. Fabuła wije się tu z wigorem elektrycznego węgorza między wszechświatami, które są ulokowane w rozbieżnych czaso-żywiołach: morska głębia prapoczątków, zielona wyspa teraźniejszości, galaktyczna otchłań jutra. Dostęp do nich mamy dzięki „flashbackom (narko)genetycznym” narratora.

Zapinanie pasów

To opowieść zajmująca i miejscami bardzo emocjonalna. I choć przyszykowana arcyoryginalnie „futurystycznie” w gatunkowo-stylistycznym blenderze na wysokich obrotach – potrafi chapsnąć za duszę. Jak to ujął Bartosz Wójcik w Przedmowie „wznieca coś więcej niż wyłącznie performatywną pożogę”* Niesie o pragnieniach i wyobcowaniu, o tęsknocie tułacza mierzonej tysiącami kilometrów imigracyjnego oddalenia. Przywodzi wyobrażenia powrotu do krainy przodków. I mówi o utracie matczynego spojrzenia w kraju narodzin…

„nosiła już perukę, bo jej ogolili głowę, pod paznokciami mogła mieć zaschniętą krew. usta szkarłatne, jak rana, w oczach tlił się lęk. wkrótce zlegnie trzy ćwierci do śmierci pośród pacierzy, wazeliny, paskudztwa do dializy, spirytusu mentolowego, różanego talku i papki z dyni na 32. oddziale szpitala ogólnego w port of spain, gdzie jej życie zakreślano już ciasno czarną obwódką.:*

Ale najpierw zwabiły mnie właśnie frazy zwiastujące, jakby literacki performance. Kiedy rzuciłem się łaso na pierwsze paginy tego rzekomego literackiego szaleństwa, tu i tam sczytałem, okiem przeskanowałem zdanka pieprzne i żywotne, zdążyłem zadrżeć, ryknąć śmiechem i oblizać się, wiedziałem jedno – muszę przerwać czytanie.. I zapiąć pasy.

„Tymczasem Mokotoux Charlie tarabanił się po schodach na górę z megafonem, mopem i segregatorem. Stary wyga rządził w Houdinim z twarzą pokerzysty. Fizys barwy melasy, jak z grubsza ociosana maska, brązowy garniak do figury, owadobójcze obcasy, za uchem biała brzytwa, raczej nie do wycinania nagniotków, do tego głos, jak z przerdzewiałej rury. […] Stary zarządzał też spartańską érotique noir na pięterku, gdzie z numerów zalatywało zwietrzałą pipą, pod łóżkami walały się ręczniki krochmalone nasieniem, w oknach butwiały ociężałe zasłony, a dziewczęta sumę swojej i twojej wagi kasowały w funtach”*

Rollercoaster

Dudniło mi we łbie. I była w tym neuronowym fajerze mieszanka gorączki, wesołości i podniety z bliskości ryzyka. Jak kiedyś na Tobago, gdzie o zmierzchu pod lichą wiatą, zaraz przy szkółce niedzielnej w rewirach Buccoo Main Road młócił calypso batalion wymiataczy ze steel-bandu. Muzyczna husaria. Hurra!-gan dźwięków. Zawsze w trybie cycl-on. Kiedy grzywy palm kokosowych nad zatoką pozmieniały się w nocne upiory tamci tylko podkręcali galop.

Buccoo Point, Tobago
Buccoo Point, Tobago

Wiedziałem, co to za jedni, ci siewcy metalicznego łoskotu; wiedziałem że łomotem na fragmentach starych beczek po ropie naftowej (dajmy trwać magii tradycji) potrafią zakrzywić czasoprzestrzeń. Podobnych kilerów akustycznych znałem z Londynu. Z parady na Notting Hill Carnival. Skąpanych w czerwonych/czarno/białych falach bandery Trynidadu i Tobago. Tak wielkiej, że starczyłoby na bikini dla sztywnych londyńskich policjantek. Tych od fiesty-zabezpieczeń. Wtedy nie wiedziałem co to jest? Ta burza tuż za rogiem. Ten karaibski bębnów-walec. Z jaja dopiero wychodziłem, rozmazany, rozślimaczony; ledwo co zacząłem centrować na te całe Karaiby, rozpoznawać co tam w słodkiej trzcinie piszczy.

Stałem na Ladbroke Groove wydłubując z pomiędzy trójki-i-czwórki reszki koziny w curry, co mi dała jeść jamajska babcia, jak moja, przekochana i urocza, choć prędzej było jej do gujawy, niż gruszy. A tam w bocznej uliczce rewolta jakaś. Rejwach. Pył. A ja co? Zamiast w nogi, polazłem tam z gębą rozdziawioną, z masochistycznym zacięciem, z instynktem samozachowawczym w zatrzasku i wir mnie pochłonął. Potem namazałem tekst. Taki tam. Do portalu jednego. Wzięli. Puścili. Tekst okadzony moim frenetycznym uniesieniem. Rzeczowniki oblepione wszech-melasą przymiotników. I w tej gęstwie ekscytacji, zaszyłem coś takiego, chyba podebrane H. Millerowi, coś jak „erekcja mózgu”. Bom tego doświadczył po bliskim spotkaniu trzeciego stopnia z trynidadzkim (i tobagijskim też!) steel-bandem!

I po to was tu umordowałem taką dygresją, aby dać świadectwo analogiczne do tego, co mnie na dniach spotkało w relacji czytelniczo-pisarskiej z Anthony Josephem, autorem tychże „Afrykańskich korzeni UFO”…

Zabezpieczony i przewiązany pasami wbiłem się w fotel czytelniczy raz jeszcze. Wtedy nie było już odwrotu. Od techno-swingu josephowego rollercoastera.

Karnawał zmysłów

Wiecie. Miąższ tej książki ma tak, że udrażnia kanały do wszystkich zmysłów.

Weźcie to.

„Panna Selma […] przykuła do nogi łóżka okopcony garnek, w którym pichciła niedzielne specjały: curry z raków, bataty i obowiązkowo kopytka, oposa z sosem i gulasz świńskie ryjki z pieczoną pajdą chlebowca. Konfiturę z gujawy i potrawkę z iguany, a i ówdzie z okonia, z aguti bądź z pekari. […] Ale najczęściej aż za przeładownie boksytu zalatywało kurą w glazurze z brązowego cukru […]”.*

Można z tego wyjadać. Czy to metaforycznie, czy na serio (bo a nuż pogonieni kulinarną inspiracją pomachacie patelenką na boku). Jedzcie więc i pijcie z tego. Wszyscy/Wybrani. Na żywo. Albo odgrzewajcie po trochu, w potrzebie.

Ponadto „…UFO” jest ani chybi książką do słuchania, i to nie w sensie audiobookowym, nie teraz. Wystarczy, że fabularną dzicz tej opowieści, jej multi-czasowo-wymiarowe nieokiełznanie rozsadza sama w sobie muzyczna turbo-swoboda i moc karaibskiego rozpasania spowitego lepką sensualną aurą. Gnieździ się w tym przede wszystkim rytm, po stokroć rytm; trans wzmagający cielesność, wypychający atawizm na szpicę – czasem znienacka kontrowany proszalnym mikro-monologiem: „ej, gringo, gringo, dej baksa, dej no baksa”*.

Basy, bo to one rwą się do rządzenia, najpierw walą mocą w masę bitumiczną karnawałowej trynidadzkiej trajektorii podczas j’ouvert w stołecznym Port-of-Spain, by zaraz odbić się i wejść gwałtem w człowieczą powłokę i rozedrgać pod nią wszystko na sto dwa – serce zawsze cierpiące, płuca słodziutką gandzią rozprężone, zmacerowaną rumskiem wąt(łą)robę i to, co pod brzusznym szańcem rwie się też do życia. Jak wszystko to wszystko!

Weźcie to.

 „astry rażą oranżem na memorial square. Proporce chłoszczą po twarzach, jakby bierzmowały. z duke street schodzi koryfeusz, palcując bambusowy saksofon, za nim ścieka błotna masa, a do tego wszystkiego na pace pod plandeką 10 000 watów mega kozackiego jazzu z wysp! poniżej, w maszynowni, basista już staje do pomp, perkusista chwyta za klawesy, dęciaki jak nie hukną i zaraz wszyscy łapią rytm. kongi tętnią jak bose pięty zbiegłych niewolników. brylantyna skwierczy jak łój – i las rąk gibie się nad głową, kiedy zapiewajło podaje ton.”*

I tu wyhamuję, bo „Afrykańskie korzenie UFO” nadają się do cytowania ciągłego, na prawo i lewo, jak Pulp Fiction.

Eksplozja języka

Mówię Wam. Ta książka skrywa ładunek wybuchowy. Wbija się klinem w krajowy literacki porządeczek. Głównie za sprawą przekładu Teresy Tyszowieckiej BlasK!, który  w moim najgłębszym odczuciu i ku mej najdzikszej frajdzie  jest absolutną eksplozją translatorskiej kreatywności. Ponadto, co ważne i cenne (szczególnie w dobie polityczno-społecznej obstrukcji), przekład ten cudnie oddaje potencjał rodzimego języka w przekazywaniu i przybliżaniu „inności” oraz w łączeniu kulturowego zróżnicowania z potrzebą akceptacji (przynajmniej takie miałbym życzenie)…

To jeden z najlepszych tekstów, jaki przeczytałem w epoce pandemicznego klinczu A. D. 2020!

Ja się, moi drodzy, nie poruszam biegle w afrofuturyzmie literackim, filmowym, czy innym. Przynajmniej na dzisiaj. Nie znam zjawiska na tyle, aby móc się szczerze mądrzyć. To z tamtym pożenić ot tak, jedno wysnuć z drugiego, zrobić skok w historię nurtu i wynieść stamtąd co lepsze smaczki, rozwinąć praprzyczynę, odmalować tło. Nie ten etap. Na razie odkrywam temat, przysłuchując się jego znawcom. Wciąż jednak brodzę w wodzie nazbyt płytkiej. I pewnie ten brodzik pomieści wielu takich, jak ja… 

Ale wierzcie mi, że brak obeznania w afrofuturyzmie nie gasi tu najczystszej rozkoszy czytania. W tym właśnie siła dobrej literatury! Po co czytać coś, co nie otwiera głowy, nie sypie szczypty pieprzu cayenne na mózg, co nie daje szansy namysłu, co nie zasiewa żadnej inspiracji, co jest po prostu złe? „Afrykańskie korzenie UFO” to biegun przeciwległy.

Zakończę, pewnie wątłą, imitacją kunusupijskiego „etnolektu” językowego, którym posługuje się bitne plemię Abobo: „ufo tu choź tak naprawd’?”

Przeczytajcie „…UFO”, dowiecie się, o co chodzi.

Ta opowieść to „łoskot, jakby gruchnęła katedra.”*

 


„Afrykańskie korzenie UFO”, Anthony Joseph, tłum. Teresa Tyszowiecka BlasK!, Wyd. Korporacja Ha!art, Kraków 2020.

 

 

* Wszystkie cytaty pochodzą z w/w pozycji.

Serdecznie podziękowania dla Redakcji Wydawnictwa Korporacja Ha!art za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.


UPDATE 17/04/2021

🏆 🏆 🏆
W dniu 16 kwietnia 2021 roku autorka przekładu w/w książki – Teresa Tyszowiecka blasK! otrzymała w Gdańsku Nagrodę Prezydenta Miasta Gdańska za Twórczość Translatorską im. Tadeusza Boya-Żeleńskiego.

 

Czytelnia Południowa

Dzielę się tu z Wami, i czynię to z przyjemnością, kawałkiem mojej tropikalnej czytelni, karaibskiej biblioteki; dzielę się inspiracjami literackimi wysączonymi z parnego, wilgotnego, zawsze szalonego, chaotycznego, fascynującego „Południa”. Poniżej wybrana lista lektur z rejonu Karaibów. To zapewne część pierwsza, bo klimatu południowego pod dostatkiem – w duszy, w pragnieniach, w aspiracjach, w zapowiedziach wydawniczych. Ale najpierw właśnie – Karaiby!

Wybrałem to, co dzielnie, nieraz buńczucznie manifestuje swoją obecność w moich bibliotecznych zasobach i co każdorazowo cieszy oczy, czasem ściska serce, wytrąca z czasoprzestrzeni multum wspomnień i drąży też przyszłość pożądaną.

To jest, oczywiście, lista otwarta. Nowiuśkie, świeże, nieoczekiwane, każde literackie stymulanty – mile widziane! Wasza w tym głowa, jak i moja. Lektury te, wypunktowane tu w porządeczku raczej luźnym, bez obligatoryjnego ciężaru, być może zainspirują Was do własnych poszukiwań; do osobistego dążenia w kierunku np. dominikańskim, haitańskim, jamajskim, każdym karaibskim, czy innym; być może wzmogą głód czytelniczy, albo po prostu rozweselą duszę reminiscencją literackiej podróży sprzed miesiąca, albo sprzed lat. „Było czytane, a jakże, było!”

Dla mnie tytuły te są ważne, znaczące, zmieniające pole widzenia, dodające celom podróżniczym wyrazistych barw, perspektyw, wiedzy. Lektury te, umówmy się, są raczej odkrywaniem tego, co już od odkryte; odkrywaniem najpierw z pozycji fotelowej, do późna w nocy, przy oczach obolałych, czerwonych, ale nadal chłonących akapit za akapitem z jakimś, rzec można, masochistycznym namaszczeniem. Wiecie, w czym rzecz – książki potrafią kraść noce, i co jeszcze, potrafią zmieniać życie.

Nie umiałbym podróżować bez czytania. Dla mnie czytać to szykować się do drogi. To żłobić wyobraźnię i sycić duszę wizją przygody, choćby nadal w wymiarze dziecięcych majaków. Wszystko to, nim człowiek pokona te osiem tysiączków kilometrów z okładem i wyląduje w złotej godzinie karaibskiego, rozwibrowanego gorącem popołudnia, w szpalerze palm kokosowych, w oparach smażonych zielonych plantanów i, dajmy na to, grillowanej koźliny. Jechać, dalej-bliżej, jechać w ogóle, to wiedzieć więcej. Zawsze. To otwierać nowe horyzonty, otwierać umysł, kondensować doznania. Często jeszcze przed podróżą. O to chodzi. I gdyby koleje losu sprawiły, że owa podróż mogłaby się nie odbyć – i tak zyskamy. I tak podróżowaliśmy.

Gdybym nie gotowił się lecieć ładne łata temu na Tobago, nie odkryłbym po drodze z taką intensywnością V.S. Naipaula – Trynidadczyka, noblistę z 2002 roku, jakże słabiutko znanego w naszym kraju. Poleciałem. Ale gdybym nie poleciał – zostałbym z Naipaulem! Z „Naszą ulicą”, z „Domem Pana Biswasa”, itd. Albo Ernest Hemingway i jego „Stary człowiek i morze”. Też tu jest. W sekcji kubańskiej. Przeczytany (bez bólu!) w podstawówce i na plaży Santa María del Mar pod Hawaną. Papa Hemingway zawiódł mnie na Kubę. Jestem tego pewien. Podróże kształcą. Wiadomo. Lecz mądrość ta staje się dla nas istotna, nabiera jakiejś mocy kiedy mamy z nią cokolwiek wspólnego; kiedy możemy coś do niej dołożyć, kiedy możemy ją, tak czy inaczej, potwierdzić. Wtedy podróż jest także spełnieniem.

Niech stanie się również spełnieniem czytelniczym…

Zachęcam Was – poszerzajcie tę poniższą listę karaibskich lektur! Dodawajcie swoje tytuły, choćby tu w komentarzach, rewidujcie je, dzielcie się swoimi propozycjami, odczuciami, sugestiami. Niech ta lista stanie się, jak najbardziej kompletna. Niech tworzy „Czytelnię Południową”, zapełniając jej półki po sam sufit, czy bardziej pompatycznie – po sam błękit karaibskiego nieba!

 Ostatnia aktualizacja 30/10/2020

Zasoby Czytelni Południowej
Dominikanadominican-republic-flag-icon-32
  • Święto Kozła (La fiesta del Chivo), Mario Vargas Llosa, Znak, 2016, tłum. Danuta Rycerz.
  • Topiel (Drown), Junot Díaz, Znak, 2009, tłum. Krzysztof Schreyer.
  • Krótki i niezwykły żywot Oscara Wao (The Brief Wondrous Life of Oscar Wao), Junot Díaz, Znak, 2009, tłum. Jerzy Kozłowski.
  • Czas Motyli (In The Time of the Butterflies), Julia Alvarez, Black Publishing 2014, tłum. Barbara Sieradz.
  • All Inclusive. Raj, w którym seks jest Bogiem, Mirosław Wlekły, Agora, 2015.
  • Ciudad Trujillo, Andrzej Wydrzyński, Wydawnictwo Śląsk, 1981.

Wydawnictwa obcojęzyczne:

  • Trujillo: The Death of the Goat, Bernard Diederich, Little, Brown and Company, 1978.
  • Galíndez, Manuel Vázquez Montalbán, Bibliotex, 2001.
  • La era de Trujillo, Jesús Galíndez, Letra Gráfica, 2010.
  • Identidad cultural y religiosidad popular, Carlos Andújar, Letra Gráfica Breve, 2007.
  • Why the Cocks Fight: Dominicans, Haitians, and the Struggle for Hispaniola, Michele Wucker, Hill and Wang, 2000.
  • The Dictator’s Seduction: Politics and the Popular Imagination in the Era of Trujillo, Lauren Derby, Duke University Press Books, 2009.

 

haiti-flag-icon-32Haiti
  • Kraj bez kapelusza (Pays sans chapeau), Dany Laferrière, Karakter, 2011, tłum. Tomasz Surdykowski.
  • Niedziela, 4 stycznia (Bicentenaire), Lyonel Trouillot, Karakter, 2016, tłum. Jacek Giszczak.
  • Błogie odwroty (Douces déroutes), Yanick Lahens, Karakter, 2018, tłum. Jacek Giszczak.
  • Jak bez wysiłku kochać się z Murzynem (Comment faire l’amour avec un Nègre sans se fatiguer), Dany Laferrière, PIW, Warszawa, 2004, tłum. Jacek Giszczak.
  • Smak młodych dziewcząt (Goût des jeunes filles), Dany Laferrière, Świat Książki, Warszawa 2009, tłum. Jacek Giszczak.
  • Dzieci bohaterów (Les enfants des héros), Lyonel Trouillot, Karakter, 2009, tłum. Jacek Giszczak.
  • Królestwo z tego świata (El reino de este mundo), Alejo Carpentier, Państwowy Instytut Wydawniczy, 2018, tłum. Kalina Wojciechowska.
  • Przybądź, ciemności (Tú, la oscuridad), Mayra Montero, Muza, 2003, tłum. Szafrańska-Brandt Marta.
  • Hadriana moich marzeń (Hadriana dans tous mes rêves), René Depestre, Amber, 1992, tłum. Małgorzata Cebo-Foniok.
  • Generał Słońce (Compère Général Soleil), Jacques Stéphen Alexis, Czytelnik, 1985, tłum. Małgorzata Hołyńska.
  • Romancero pod gwiazdami (Romancero aux étoiles), Jacques Stéphen Alexis, Wydawnictwo Literackie, 1975, tłum. Anna Jasińska, Maria Ziębina.
  • Źródło (Gouverneurs de la rosée), Jacques Roumain, Państwowy Instytut Wydawniczy, 1950, tłum. Hanna Olędzka.
  • Taniec nieba i ziemi. Bogowie haitańskiego wudu (Divine Horseman. The living gods of Haiti), Maya Deren, Wydawnictwo A, 2000, tłum. Zbigniew Zagajewski, Małgorzata Wiśniewska.
  • Komedianci (The Comedians), Graham Greene, Instytut Wydawniczy PAX, 1966, tłum. Maria Skibniewska.
  • Haiti. Początki Państwa i Narodu, Tadeusz Łepkowski, Wydawnictwo Naukowe PWN, 1964.
  • Oddech, oczy, pamięć (Breath, Eyes, Memory). Edwidge Danticat, Warszawa: Gruner+Jahr Polska, 2007, tłum. Maria Olejniczak-Skarsgård.
  • „Haiti” Literatura na Świecie, Nr 7-8/2020, Wyd. Instytut Książki, 2020.

Wydawnictwa obcojęzyczne:

  • The Serpent and the Rainbow, Wade Davis, New York: Simon & Schuster, 1985.
  • Passage of Darkness: The Ethnobiology of the Haitian Zombie, Wade Davis, University of North Carolina Press, 1988.
  • Bonjour Blanc: A Journey Through Haiti, Ian Thomson, Vintage, 1992.
  • Bon Papa Haitis Golden Years, Bernard Diederich, Markus Wiener, 2008.

 

jamaica-flag-icon-32Jamajka
  • Diabeł Urubu (John Crow’s Devil), Marlon James, Wydawnictwo Literackie 2019, tłum. Robert Sudół.
  • Księga nocnych kobiet (The Book of Night Women), Marlon James, Wydawnictwo Literackie 2017, tłum. Robert Sudół.
  • Krótka historia siedmiu zabójstw (A Brief History of Seven Killings), Marlon James, Wydawnictwo Literackie, 2016, tłum. Robert Sudół.
  • Wysepka (Small Island), Andrea Levy, Albatros, 2006, tłum. Izabela Matuszewska.
  • Ostatnia Kobieta-Wyrocznia (The Last Warner Woman), Kei Miller, Świat Książki, 2012, tłum. Bohdan Maliborski.

Opowiadanie oraz esej z Jamajki w kwartalniku „Przekrój” (online, 2019):

 

trinidad-and-tobago-flag-icon-32Trynidad i Tobago
  • Nasza ulica (Miguel Street), V.S. Naipaul, Noir sur Blanc, 2002, tłum. Robert Sudół.
  • Dom pana Biswasa (A House for Mr Biswas), V.S. Naipaul, Noir sur Blanc, 2002, tłum. Krzysztof Obłucki.
  • Masażysta cudotwórca (The Mystic Masseur), V.S. Naipaul, Noir sur Blanc, 2002, tłum. Maria Zborowska.
  • Utrata El Dorado. Historia kolonialna (Loss of El Dorado. A Colonial History), V.S. Naipaul, Noir sur Blanc, 2005, tłum. Maria Zborowska.
  • Biała kobieta na zielonym rowerze (The White Woman on the Green Bicycle), Monique Roffey, Nasza Księgarnia, 2011, tłum. Anna Studniarek-Więch.
  • Afrykańskie korzenie UFO (The African Origins of UFOs), Anthony Joseph, Korporacja Ha!art, Kraków 2020, tłum. Teresa Tyszowiecka BlasK!.

Opowiadanie z Trynidadu w kwartalniku „Przekrój” (online, 2018):

 

france-flag-icon-32Martynika i Gwadelupa
  • Texaco, Patrick Chamoiseau, Prószyński i S-ka, 1999, tłum. Adam Szymanowski.
  • Wielka Kreolka (La Grande Béké), Marie-Reine de Jaham, Orbita, 1992, tłum. Joanna Kluza.
  • Eksplozja w katedrze (El siglo de las luces), Wydawnictwo Literackie, 1975, tłum. Kalina Wojciechowska.

 

puerto-rico-flag-32pxPortoryko
  • Dziennik rumowy (The Rum Diary), Hunter S. Thompson, Niebieska Studnia, 2010, tłum. Krzysztof Skonieczny.

 

barbados-flag-icon-32Barbados
  • Ja, Tituba, czarownica z Salem (Moi, Tituba sorcičre), Maryse Condé, W.A.B., 2007, tłum. Krystyna Arustowicz.

 

cuba-flag-icon-32Kuba
  • Oddałam ci całe życie (Te di la vida entera), Zoé Valdés, Noir sur Blanc, 1999, tłum. Maciej Ziętara.
  • Brudna trylogia o Hawanie (Trilogía sucia de La Habana), Pedro Juan Gutiérrez, Zysk i S-ka, 2004, tłum. Piotr Fornelski.
  • Tropikalne zwierzę (Animal tropical), Pedro Juan Gutiérrez, Zysk i S-ka, 2005, tłum. Piotr Fornelski.
  • Czekając na śnieg w Hawanie: Wyznania kubańskiego chłopca (Waiting for Snow in Havana), Carlos Eire, Zysk i S-ka, 2003, tłum. Tomasz Bieroń.
  • Nasz człowiek w Hawanie (Our Man in Havana), Graham Greene, Sonia Draga, 2010, tłum. Maria Skibniewska.
  • Sto butelek na ścianie (Cien botellas en una pared), Ena Lucía Portela, W.A.B., 2005, tłum. Marzena Chrobak.
  • Adios muchachos, Daniel Chavarria, Muza, 2014, tłum. Jerzy Wołk-Łaniewski.
  • Tango dla oprawcy (El rojo en la pluma del loro), Daniel Chavarria, Muza, 2015, tłum. Jerzy Wołk-Łaniewski.
  • Cud w Miami (Milagro en Miami), Zoé Valdés, Noir sur Blanc, 2004, tłum. Maria Raczkiewicz-Śledziewska.
  • Mambo Kings śpiewają o miłości (The Mambo Kings Play Songs of Love), Oscar Hijuelos, Albatros, 1999, tłum. Michał Wroczyński.
  • Piękna María, zwierciadło mojej duszy (Beautiful María of My Soul), Oscar Hijuelos, Albatros, 2012, tłum. Magdalena Słysz.
  • Królowa Karaibów, Klementyna Suchanow, W.A.B., 2013.
  • Cuba libre. Notatki z Hawany (Cuba Libre), Yoani Sánchez, W.A.B., 2010, tłum. Joanna Wachowiak-Finlaison.
  • Mea Kuba (Mea Cuba), Guillermo Cabrera Infante, Philip Wilson, 2004, tłum. Marcin Markowski.
  • Huragan nad cukrem (Ouragan sur le sucre), Jean-Paul Sartre, Wydawnictwo Iskry, 1961, tłum. Zbigniew Stolarek.
  • Hawana. Podzwrotnikowe delirium (Havana: A Subtropical Delirium), Mark Kurlansky, Czarne, 2018, tłum. Tomasz Fiedorek.
  • Kuba. Syndrom wyspy, Krzysztof Jacek Hinz, Wyd. Dowody na Istnienie, 2016.
  • Fidelada, Krzysztof Mroziewicz, Zysk i S-ka, 2011.
  • Stary człowiek i morze (The Old Man and the Sea), Ernest Hemingway, Muza, 2007, tłum. Bronisław Zieliński.

Wydawnictwa obcojęzyczne:

  • Biografía de la trova, Luis Fernández Zaurín, Ediciones B, 2005.

 

piratesKaraiby totalnie
  • Jesień patriarchy (El otoño del patriarca), Gabriel García Márquez, TMM Polska, 2007, tłum. Carlos Marrodán Casas.
  • Sto lat samotności (Cien años de soledad), Gabriel García Márquez, Mediasat Poland, 2005, tłum. Kalina Wojciechowska, Grażyna Grudzińska.
  • Nie ma kto pisać do pułkownika (El colonel no tiente quien le escriba), Gabriel García Márquez, Muza, 2005, tłum. Agnieszka Rurarz.
  • Podróż karaibska (The Middle Passage. A Carribean Journey), V.S. Naipaul, Noir sur Blanc, 2005, tłum. Maryna Ochab.
  • Mapa Nowego Świata. Wybór wierszy, Derek Walcott, Znak, 2008, tłum. Stanisław Barańczak i inni.
  • Opowiadania z Wysp Karaibskich (Stories from the Caribbean), V.S. Naipaul, E. R. Braithwaite i inni, Książka i Wiedza, 1967, tłum. Zofia Kierszys.
  • Stosunki międzynarodowe na Karaibach. Perspektywa postkolonialna, Marcin Florian Gawrycki, Instytut Studiów Iberyjskich i Iberoamerykańskich UW Muzeum Historii, 2014.
  • (I)grając ze smakiem, Marcin Florian Gawrycki, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego 2013.
  • Język a tożsamość. Język hiszpański w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach, Anna Kaganiec-Kamieńska, Universitas, 2017.
  • Republika Piratów (The Republic of Pirates: Being the True and Surprising Story of the Caribbean Pirates and the Man Who Brought Them Down), Colin Woodard, Sine Qua Non, 2014, tłum.Bartosz Czartoryski.
  • Zaginione białe plemiona. Podróż w poszukiwaniu zapomnianych mniejszości (Trib bianche perdute: viaggio tra i dimenticati), Riccardo Orizio, Wyd. Czarne, 2009, tłum. Joanna Ugniewska, Mateusz Salwa.
  • Dialogi z Ameryką. O frankofońskiej literaturze w Quebecu i na Karaibach, Józef Kwaterko, Universitas, 2003.
  • Krzysztof Kolumb. Pisma, tłum. Anna Ludwika Czerny, Wyd. P.I.W, 1970.
  • Dzieje żywota i znamienitych spraw Admirała don Krzysztofa Kolumba przez jego syna Hernanda Colona, Hernando Colón, tłum. Alija Dukanović, Wyd. MON, 1965.
  • Burzliwe dzieje Morza Karaibskiego (Biografia del Caribe), German Arciniegas, Państwowy Instytut Wydawniczy 1968, tłum. Kazimierz Zawanowski.
  • Archipelagu dzieje niełatwe. Obrazy z przeszłości Antyli XV-XX w., Tadeusz Łepkowski, Wiedza Powszechna 1964.
  • Polacy na Antylach i Morzu Karaibskim, Jan Lubicz-Pachoński, Wydawnictwo Literackie, 1979.
  • Piratki z Karaibów (Lobas de mar), Zoé Valdés, Noir sur Blanc, 2010, tłum. Maria Raszkiewicz-Śledziewska.
  • Podmorska wyspa (La isla bajo el mar), Isabel Allende, Muza, 2011, Grzegorz Ostrowski, Joanna Ostrowska.
  • Caracol Beach, Eliseo Alberto, Muza, 2001, tłum. Maciej Ziętara.
  • Burzliwe czasy (Tiempos recios), Mario Vargas Llosa, Znak, 2020, tłum. Marzena Chrobak.
  • Baśnie afroamerykańskie (African American Folktales), Roger D. Abrahams, G+J (Seria: Baśnie Etniczne), 2012, tłum. Marta Komorowska
  • Baśnie latynoamerykańskie (Latin American Folktales), John Bierhorst, G+J (Seria: Baśnie Etniczne), 2012, tłum. Hanna Turczyn-Zalewska 

Wydawnictwa obcojęzyczne:

  • 90 Degrees of Shade: 100 Years of Photography in The Caribbean, Soul Jazz Books, 2014.

 

Poezje około-karaibskie online

Wszystkie pozycje w przekładzie Bartosza Wójcika. Krótkie wprowadzenia-komentarze pochodzą od tłumacza.

Ceniony, wielokrotnie nagradzany poeta trynidadzko-brytyjski; wiersze przybliżające doświadczenia karaibskiej diaspory:

  • Roger Robinson, Lament imigranta (Immigrant’s Lament), Magazyn Wizje, (9) 2/2020.
  • Roger Robinson, Przenośny raj (A Portable Paradise), Magazyn Wizje, (9) 2/2020.
  • Roger Robinson, Grace (Grace), Kwartalnik Przekrój, 13.10.2019.

Poetka trynidadzka; wiersz bezpośrednio dotyczy USA, a konkretnie śmierci Tamira Rice’a (2002-2014), afro-amerykańskiego nastolatka zastrzelonego przez policję; wiersz jako dokument artystyczny wpisuje się w ruch #BlackLivesMatter:

  • Lauren K. Alleyne, Przycisk PLAY (Play), Magazyn Wizje, (8) 1/2020.

Jamajska pisarka o Martynice i mieszkankach wyspy widzianych oczami francuskiego malarza Paula Gauguina:

  • Jacqueline Bishop, Pod mangowcami (Under the Mangoes), Kwartalnik Przekrój, 17.06.2019, s. 21.

Jamajska poetka o rodzimej wyspie jako kraju postkolonialnym, o relacji białych mieszkańców z czarnymi, o różnicach klasowych, o tożsamości dorastającej dziewczyny:

  • Tanya Shirley, Letnie dni (Summer Days), Kwartalnik Przekrój, 17.06.2019, s. 21.

Brytyjski poeta i badacz literatury karaibskiej o relacji Północy z Globalnym Południem (w kontekście turystyki):

  • Stewart Brown, Wieloryby (Whales), Kwartalnik Przekrój, 21.01.2019.

Karaiby na języku

„Karaiby towarzyszą mi od lat. Są źródłem transatlantyckich przyjaźni i relacji zawodowych. Z perspektywy anglistycznej obserwuję, jak kultura tego regionu zmieniła Zjednoczone Królestwo, jak wpłynęła na muzykę i literaturę w Stanach Zjednoczonych, i jak też odnalazła wspólny język z krajem nad Wisłą.” – mówi mój rozmówca Bartosz Wójcik, tłumacz literatury i obiecujący „łącznik” między kulturą karaibską a naszą nadwiślańską.

Bartosza poznałem wirtualnie, w sieci. Obaj kręciliśmy się wokół Karaibów, każdy w swoim wymiarze, aż zeszły się nasze pasje. Być może szukały dopełnienia. To pomyślne spotkanie przyniosło mi świeżą energię, mnóstwo frajdy z dzielenia się ulubionymi tematami i przede wszystkim wiele mądrych słów.

Zapraszam na pełną karaibskich treści, szalenie inspirującą rozmowę z Bartoszem Wójcikiem.

Marcin Wesoły/Caribeya: Przełożyłeś na język polski opowiadanie młodego pisarza z Trynidadu i Tobago – dalekiego, wyspiarskiego kraju na Karaibach… Niedawno „Przejście” miało swoją premierę w internetowej wersji kwartalnika „Przekrój”. Skąd ten literacki wybór?

Bartosz Wójcik: Powodów jest bez liku. Jeden z nich nasunął się kilka miesięcy temu sam. Kevin Jared Hosein, którego twórczość od dłuższego czasu śledzę, to dwukrotny zwycięzca Konkursu Wspólnoty Narodów na Opowiadanie. Jako reprezentant Karaibów i autor opowiadania „The King of Settlement 4”, został zwycięzcą regionalnym w 2015 roku, zaś „Przejście” przyniosło mu zwycięstwo globalne w lipcu 2018 roku. I właśnie jego lipcowy sukces literacki bezpośrednio przyczynił się do decyzji kwartalnika „Przekrój”, by trynidadzkie „Przejście” ukazało się na początku października po polsku. W tym miejscu podziękowania zechcą przyjąć „redaktor wszechstronna bis” Julia Potocka, która sprawowała opiekę redakcyjną nad tekstem, oraz wspierający mój pomysł skontaktowania się właśnie z „Przekrojem” tłumacz Marek Kazmierski, który swoją drogą wybornie przełożył na angielski m.in. utwory Wioletty Grzegorzewskiej i Juliana Tuwima.

Ale wybór bezpośrednio wynika również z szeregu powiązanych ze sobą powodów. Od niemalże dekady wiosną na Trynidadzie odbywa się Festiwal Literacki Bocas, nie tylko przyczyniając się do popularyzacji pisarstwa z Indii Zachodnich na świecie, ale i przybliżając kulturę Wschodnich Karaibów, w tym z pomniejszych wysp regionu. Przy okazji, hiszpańska nazwa festiwalu nawiązuje i do geografii lokalnej, a konkretnie do Cieśniny Smoka (Bocas del Dragón), i do historycznie zmiennych wpływów, także językowych, w regionie, i do tradycji ustnej („bocas” jako usta), na której przez stulecia oparty był przekaz kulturowy.  W ten sposób też na Karaibach zachowała się spuścizna afrykańskich i indyjskich przodków współczesnych mieszkańców archipelagu.

Siła opowieści jako narzędzia budowania tożsamości i podtrzymywania relacji społecznych – zauważmy, że bohatera-narratora „Przejścia” poznajemy właśnie w karaibskim barze, w rum shopie sprzyjającym socjalizacji – wynika także z jej wszechstronnej atrakcyjności. Przy okazji, tytułowe „przejście” to także rytuał społeczny, funkcjonujący na więcej niż jeden sposób w świecie przedstawionym opowiadania.

Wspomniany Trynidad (przy okazji, przepraszam mieszkańców Tobago za ten mimowolny akt kolonizacji, skrótowości i w rezultacie pomijania ich wyspy) to kraj, który w ostatnich latach często pojawia się w, szczególnie anglojęzycznych, zestawieniach literackich. Zarówno na listach bestsellerów, jak i na listach nagrodzonych. Wystarczy wymienić Monique Roffey, autorkę m.in. popularnej powieści „Biała kobieta na zielonym rowerze” (polskie wyd. 2011; tłum. Anna Studniarek-Więch), Vahni Capildeo, laureatkę Nagrody Forward w dziedzinie poezji (2016), Ingrid Persaud, zwyciężczynię Konkursu Wspólnoty Narodów na Opowiadanie (2017) i zdobywczynię Nagrody BBC (2018). A z trynidadzkich klasyków: V.S. Naipaul, Sam Selvon, a nawet urodzony na wyspie St. Lucia, ale mocno związany z Trynidadem właśnie, Derek Walcott. Zatem, wielka tradycja literacka z małej, choć nie z najmniejszej, karaibskiej wyspy!

Zależało mi także, by spróbować wprowadzić do polszczyzny opowieść spoza dominujących w regionie Jamajki i Kuby, choć rzecz jasna cieszę się i z polskich przekładów powieści Marlona Jamesa autorstwa Roberta Sudóła, i z obecności hiszpańskojęzycznej literatury karaibskiej po polsku. Podobnie zachwycony jestem Wydawnictwem Karakter, które niestrudzenie umożliwia nam zaznajamianie się z literaturą frankofońską, w tym z pisarstwem z Haiti, które znamy w wyśmienitym tłumaczeniu Jacka Giszczaka.

W jaki sposób wprowadzić do polszczyzny i przede wszystkim do świadomości dzisiejszego, rodzimego czytelnika karaibską opowieść, aby jej, wspomniana przez Ciebie, „atrakcyjna wszechstronność” została w pełni zrozumiana i doceniona? Jak utrzymać w przekładzie „tropikalną temperaturę” oryginalnego tekstu, jego pierwotny „smak”? Innymi słowy, czego trzeba dokonać, aby z grubsza trynidadzkiego rumu, popijanego i zagryzanego suszonymi solonymi śliwkami w trynidadzkim rum shopie, nie musiała rozpaczliwie zastępować polska wódka i galareta konsumowane w mętnym barze „na dzielnicy”?

Otworzyłeś puszkę Pandory, więc obawiam się, że nie będę już mógł, o tak po prostu, zamknąć ust. (śmiech). Mam uzasadnione wątpliwości, czy w przypadku jakiegokolwiek, nawet najbardziej wirtuozerskiego, przekładu jest możliwość zrozumienia w pełni. Poza pojawiającymi się w procesie tłumaczenia stratami, poza mającymi miejsce przesunięciami kodu kulturowego, poza różnicami wynikającymi bezpośrednio z odmienności języka źródłowego i języka docelowego, sama czynność czytania, jak uczy nas teoria interpretacji, jest wielce zindywidualizowana. Jak zauważa Jerzy Jarniewicz: „Każdy przekład to interpretacja”.

Osobiście, w miarę własnych możliwości warsztatowych, staram się minimalizować stratę i podpatrywać – a raczej podczytywać – tych, od których mogę się wiele nauczyć o, by ponownie przywołać Jacka Giszczaka, „żywiole wartkiej mowy”. Przykładowo, twórczość tłumaczeniowa Magdy Heydel: przekłady wierszy Dereka Walcotta i Claudii Rankine, tłumaczenie „Jądra ciemności” Conrada, powieści ważnej również w kontekście Karaibów. Zainteresowanych przekładem odsyłam do Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury, zapraszając do słuchania podcastu „Na przekład” i uczestniczenia w Gdańskich Spotkaniach Tłumaczy Literatury „Odnalezione w tłumaczeniu”.

Celowo myślami wypływam w tym momencie na wody szersze niż akwen Morza Karaibskiego, bo choć uważam, że literatura Indii Zachodnich należy do dokonań klasy światowej, to jednak w polszczyźnie jeszcze na tyle nie zagościła, bym mógł z przekonaniem powiedzieć, że lektury polskich przekładów, dajmy na to, tekstów jamajskiej poetki i prozaiczki Olive Senior, czy też powieści George’a Lamminga, autora z Barbadosu, posłużyły mi za model lub punkt odniesienia. Nie mogły, bo jak dotąd – w przeciwieństwie do kanonu literatury iberoamerykańskiej, tzw. magicznego realizmu, którym wielokrotnie zapewne się obydwaj po polsku zaczytywaliśmy – nie istnieją.

Dzięki pracom Doroty Gołuch wiem o długiej, bo sięgającej lat 50. XX wieku, tradycji tłumaczenia na język polski piśmiennictwa postkolonialnego (głównie powieści afrykańskich), ale jest to dla mnie dość późne odkrycie. Na mnie – jako czytelnika i tłumacza – przez lata wpływały przekłady publikowane w niezrównanej „Literaturze na Świecie”, która – co warto odnotować – również szybko zareagowała na Nobla dla Walcotta, publikując w 1994 roku numer karaibski zawierający m.in. opowiadanie jamajskiej pisarki Alecii McKenzie i fragment prozy urodzonego na wyspie St. Kitts Caryla Phillipsa. Phillips jest zresztą głównym jurorem przyszłorocznej edycji Konkursu Wspólnoty Narodów na Opowiadanie.

Mówiąc o „atrakcyjnej wszechstronności”, miałem na myśli wielość płaszczyzn narracyjnych oferowanych przez literaturę Karaibów, jej niejednoznaczność, jej złożoność, jej bogactwo kulturowe, które nota bene stanowi poważne wyzwanie czytelnicze także w oryginale. Z tego powodu np. urodzony na Dominikanie Junot Díaz zdecydował się zastosować tekst poboczny, uzupełniający paratekst w swojej powieści „Krótki i niezwykły żywot Oscara Wao”, zapewniając poręczną (i podręczną) dawkę autorskich wytłumaczeń zawiłości kulturowych konstruowanych – bo jakże inaczej! – językowo. Oczywiście taki rodzaj kompensacji wielu osobom przypomina przypisy typowe dla tekstów naukowych – swoją drogą też niejednokrotnie stosowane w tłumaczeniach literatury pięknej – i potrafi zaburzyć rytm lektury, jeśli nie zniechęcić do ciągłego zerkania na dół strony lub do glosariusza na końcu książki.

W przypadku Junota Díaza warto szczególnie zaznaczyć, że te jego autorskie (i często rozmiarowo niebagatelne!) przypisy są błyskotliwe, zabawne i gwarantują świetną, bonusową rozrywkę podczas „czytania głównego”. Oczywiście, czytelnik pochłaniający powieść, musi zaryzykować zerknięcie w bok, na marginesy i w dół – na partie wytłumaczeń dopisane drobnym drukiem. Kiedy je „odkryje” staną się równoległą, równie smakowitą lekturą (już nie do pominięcia!). Díaz, poniekąd spec od creative writing, umiał tak samo kreatywnie rozwiązać kwestie stylu i techniki serwowania tych różnorakich uwag, komentarzy, przypisków i wzmianek. Zakładam, że mało któremu człowiekowi pióra udaje się sprawić to, że jego czytelnik z takim oddaniem sczytuje taką mnogość w zasadzie tekstu pobocznego. Jak Tobie udało się w przekładzie „wytłumaczyć” Kevina Jareda Hoseina?

Czy się udało? Bez krygowania się, odpowiem, że nie wiem. Opowiadanie Hoseina wprost odnosi się do tradycji ustnej, więc próbowałem tak wykalibrować polszczyznę, by mówiony charakter tego tekstu nie został zupełnie zatracony. Chciałem, by od samego początku „Przejście” wciągało swoim rytmem i by jednocześnie pojawiający się w otwierającym zdaniu rum shop „Szczwany Błazen”, określony trynidadzkim przymiotnikiem „ragadang”, rzeczywiście nie wzbudzał nadmiernych oczekiwań czytelniczych, co do swojego stanu i statusu. Stąd jest on i „obskurny”, i „podły”.

Pozwoliłem sobie również na aliterację, na stworzenie współbrzmień i na wzmocnienie semantyczne całej frazy. W rezultacie czytamy, że „Szczwany Błazen” jest „obskurny i podły jak wszystkie inne podrzędne i podupadające bary środkowego Trynidadu”, a język aż napakowany jest spółgłoskami zwartowybuchowymi [b], [d], [k], [p]. Nie ukrywam, że nie jestem całkowicie usatysfakcjonowany wszystkimi swoimi rozwiązaniami, np. sądzę, że postąpiłem zbyt zachowawczo w odniesieniu do składni i nie miałem też przekonującego pomysłu na trynidadzką gramatykę angielszczyzny, ale pocieszam się, że to jedna z możliwych, choć momentami spolonizowanych, „wersji”. Praca nad tekstem może trwać bez przerwy, tak jak i nieustannie ewoluuje język docelowy, przekształcają się oczekiwania odbiorców, a przemianom ulegają konwencje estetyczne. Ktoś inny może jeszcze kiedyś zaproponuje mniej zachowawcze odczytanie „Przejścia”.

Starałem się także, nie tylko dlatego, że narratorem pierwszoosobowym „Przejścia” jest specjalista, leśnik z dziewiętnastoletnim stażem, by faktografia (botaniczna, ale i geograficzna) była właściwa i by, nawet będąc w największych opałach – a tych w opowiadaniu nie brakuje, bohater-narrator nie mylił „drzew z rodziny złotośliwowatych” i by polskojęzyczni czytelnicy nie gubili się w domysłach. Niby nic zaskakującego poza wymogiem wywiązania się z zadania, ale odpowiedzialność zobowiązuje. Tym bardziej, że czuję się czeladnikiem wielu tłumaczek i tłumaczy: terminuję, czytając ich przekłady.

W przypadku „Przejścia” zdecydowałem się po konsultacji z redaktor ograniczyć przypisy do trzech, choć pod koniec pracy miałem ich pokaźny urobek. Na tym w gruncie rzeczy polega, zakładając scenariusz idealny, praca przygotowawcza: na dogłębnej lekturze, której efektem jest zgłębianie kontekstów świata przedstawionego; na wynotowaniu i objaśnieniu tych elementów, które – również tłumaczowi – sprawiają czytelniczą trudność.

A wracając bezpośrednio do twojego pytania, to myślę, że przecież nie ogranicza się wyłącznie do „Przejścia” Hoseina. Z jednej strony tłumacze mają do dyspozycji cały zestaw rozwiązań: kompensacja, ekwiwalencja, egzotyzacja, polonizacja / lokalizacja, etc. Z drugiej strony, ten wachlarz trzeba stale rozszerzać, szczególnie w obliczu karaibskiej kreolizacji językowej, wobec bogactwa i mnogości współistniejących ze sobą języków angielskich (angielszczyzn – celowo używam liczby mnogiej), języków francuskich, czy języków hiszpańskich, wobec zawodności własnych intuicji i na przekór własnym, często dość szkolnym (mówię tu karcąco o sobie), przyzwyczajeniom.

I dlatego w rozmowie z Grażyną Lutosławską w Polskim Radio Lublin, nt. literatury karaibskiej i premiery „Przejścia” w Przekroju, powiedziałeś z oczywistą pasją, że jako anglista odnajdujesz w tym bogactwie językowym regionu, świeżość i nową energię. Rozwiń ten entuzjazm.

Słów takich jak „boonoonoonoos”, czy pisarzy takich jak Earl Lovelace co prawda nie poznałem na kursach uniwersyteckich, ale byłbym niegodziwcem twierdząc, że bez kursu literatury brytyjskiej mógłbym np. docenić związki Karaibów ze Szkocją. Entuzjazm wynika zarówno z odkrycia przed samym sobą fikcji – fantazmatyczności własnej eurocentrycznej edukacji, jak i z fascynującej feerii fenomenów kulturowych ogniskujących się w regionie. Ich wyrazem jest język. W obrębie jednej wyspy, przykładowo Jamajki, kontinuum językowe stwarza ogromne wyzwania. Obok siebie funkcjonują: brytyjski angielski, jamajski angielski, jamajski patois/patwa, afrocentryczny dread talk; nieobce są też wpływy amerykańskiej odmiany angielszczyzny), a co dopiero, gdy dodamy różnice między angielskimi praktykowanymi na innych anglofońskich wyspach regionu (np. Barbados, Trynidad), gdy do głosu dochodzą wpływy języków afrykańskich i azjatyckich, gdy mamy do czynienia z dwujęzyczną wyspą St. Lucia, na której od lat istnieje i angielski (język urzędowy), i francuski kreolski (język mówiony).

Koniec końców, możliwe, że chodzi o to, by z braku polskiego laku (czy też z braku własnych umiejętności) świat językowy przynajmniej brzmiał wiarygodnie – lub mówiąc inaczej – by to, jak głosy narratora, postaci, etc. usłyszał tłumacz czytało się co najmniej przyzwoicie. Rzecz jasna, za taki stan rzeczy winię samego siebie. Jestem szczęściarzem, bo mam niewątpliwy przywilej (i radość) konsultowania wyborów przekładowych i testowania potencjalnie katastrofalnych decyzji z żoną. Gośka jest m.in. anglistką i tłumaczką, która nie tylko posługuje się kilkoma językami obcymi, ale też ma ogromne wyczucie semantyczne, doświadczenie czytelnicze i zmysł krytyczny, którego nie waha się użyć. Jako pierwsza czytelniczka wielokrotnie uchroniła niejeden tekst przed moimi pochopnymi pomysłami. Wiem, co mówię, bo nieraz wspólnie przekładaliśmy, co prawda nie-karaibskie, teksty.

Jednak to Karaiby przeciągnęły Cię mocno na swoją stronę i nie puszczają. Wystarczy tylko posłuchać, jak o nich opowiadasz, czy piszesz. Przebiłeś się przez ich „folderową” aparycję, z reguły przesadnie pielęgnowaną; zdołałeś zajrzeć głębiej w ich duszę, w naturę po to, aby zrozumieć, jakie są z dala od turystycznej fasady, czyli tam, gdzie najciekawiej. Podjąłeś to wyzwanie od strony literackiej i oto mamy namacalny rezultat. Czym są dla Ciebie Karaiby?   

Dziękuję za recenzję, ale chyba mnie przeceniasz. W przeciwieństwie do ciebie, Karaiby – i tu od razu pojawia się generalizacja, bo – nie licząc diaspory rozsianej na całym świecie – mówimy o ponad czterdziestu milionach ludzi – i ich kulturę znam głównie za pośrednictwem książek, muzyki, filmów, mediów, plików. Na Jamajce byłem pierwszy i jak dotąd ostatni raz dekadę temu, zaś potem tylko dwukrotnie odwiedziłem Barbados. Przynajmniej raz w roku odwiedzam, co prawda, Londyn i tam nadrabiam zaległości, ale to nadal kontakt mocno przefiltrowany.

Moje spojrzenie jest zatem w głównej mierze produktem lektur, by nie powiedzieć fantazją, konstruktem. Biorąc pod uwagę, jakie kanały w mediach społecznościowych subskrybuję, jakie nowości płytowe w dużej mierze mnie interesują, jakie książki nieustannie piętrzą się na biurku, jakie zalegają na stoliku kawowym i jakie stoją w równych, podwójnych rzędach na półkach, to może się wydawać, że nieświadomie pracuję na honorowe obywatelstwo jednej z karaibskich wysp. W rzeczywistości jednak do takich znawców regionu jak prof. Marcin Gawrycki z Uniwersytetu Warszawskiego trudno mnie porównywać.

Niemniej jednak Karaiby towarzyszą mi od lat. Są źródłem transatlantyckich przyjaźni i relacji zawodowych. Z perspektywy anglistycznej obserwuję, jak kultura tego regionu zmieniła Zjednoczone Królestwo, jak wpłynęła na muzykę i literaturę w Stanach Zjednoczonych, i jak też odnalazła wspólny język z krajem nad Wisłą. Przykładem jest chociażby rozwój poezji afro-brytyjskiej, nagrania studyjne i koncerty polskiego saksofonisty Adama Pierończyka i trynidadzkiego pisarza, muzyka i wykładowcy Anthony’ego Josepha, czy też „Reggae Faces”, autorski projekt fotografa Bartka Murackiego, którym zainteresowała się wytwórnia VP Records, wiodący gracz na rynku reggae/dancehall/soca. Wspaniałe, że jego wystawową odsłonę udało się w 2016 roku pokazać w Lublinie, w Centrum Spotkania Kultur, gdzie na co dzień pracuję.

Ty także powracasz do korzeni reggae na bieżąco?

Ostatnio za pośrednictwem współczesnej muzyki jazzowej tworzonej przez karaibsko-brytyjską diasporę, która regularnie dostarcza mi okazji do zachwytu – od zapomnienia do wzruszeń, od błyskotliwych duetów (Binker and Moses), przez niestrudzone liderki (saksofonistka Nubya Garcia) i liderów (Shabaka Hutchings i jego istna galaktyka zespołów), aż po wieloosobowe składy, takie jak Nerija, Ezra Collective, czy Soothsayers. Do tegorocznego, sierpniowego koncertu Zary McFarlane w Łodzi wracam myślami często.

Od kilku lat, w okresie letnim mam możliwość – dzięki zaproszeniu organizatorów Ostróda Reggae Festival – wspólnie przygotowywać i prowadzić Uniwersytet Reggae. To seria spotkań z muzykami, kulturoznawcami i postaciami istotnymi dla muzyki (oraz szerzej kultury) wywodzącej się z reggae. Z reguły odbywają się w trakcie wszystkich trzech festiwalowych dni i towarzyszą im projekcje filmowe. Choć reggae stanowi trzon programu, to wydarzenia mają charakter interdyscyplinarny i poza jamajskimi gośćmi udaje nam się też zaprosić przedstawicieli innych krajów i dyscyplin.

Równie ważna dla mnie jest karaibska kultura wizualna. Oprócz spektakularnej sceniczności sound systemowej i karnawałowej (stroje, manieryzmy, rytuały), fascynująca jest karaibska sztuka współczesna, która doczekała się już i swoich biennale (Kuba, Jamajka), i cenionego magazynu branżowego ARC., i przestrzeni artystycznych oferujących rezydencje (np. Fresh Milk na Barbadosie, Alice Yard na Trynidadzie), i wydawnictwa specjalizującego się w publikacjach artystycznych (Robert & Christopher Publishers z siedzibą na Trynidadzie),  i coraz bardziej rozpoznawalnych nazwisk artystów (Annalee Davis, Rachel Henriques, Nadia Huggins, Leasho Johnson, Sheena Rose).

Cała ta działalność oczywiście uwikłana jest w niezmiernie trudne postkolonialno-neokolonialne zależności typowe dla globalnej rzeczywistości polityczno-społeczno-ekonomicznej, co szczególnie jest uciążliwe w krajach karaibskich, gdzie mecenat państwa nad kulturą jest problematyczny. Przy okazji, prace niektórych współczesnych karaibskich artystów wizualnych (np. Ewana Atkinsona) były prezentowane w zeszłym roku w krakowskim Bunkrze Sztuki w ramach wystawy „Nowy region świata”.

Mówiąc o kulturze wizualnej, muszę wspomnieć o tworzonej w regionie kinematografii, o wideo klipach, filmach dokumentalnych i fabularnych, o festiwalach filmowych specjalizujących się w twórczości karaibskiej np. Trinidad + Tobago Film Festival w Port of Spain, czy Third Horizon Film Festival w Miami. Nie mogę zapomnieć też o urodzonej w Surinamie reżyserce filmów dokumentalnych Idzie Does, której obraz „Trzy kobiety: o niewoli i wolności” będzie miał polską premierę w Lublinie już 27 października w trakcie Demakijażu – Festiwalu Kina Kobiet. To film m.in. o historycznej relacji Holandii z Karaibami opowiedziany przez pryzmat doświadczeń kobiet. Wdzięczny jestem organizatorkom Demakijażu, że z życzliwością przyjęły tę propozycję programową.

12 października br. Maryse Condé, pisarka urodzona w Pointe-à-Pitre na Gwadelupie, odebrała międzynarodową nagrodę literacką, zwaną Alternatywnym Noblem. (Z powodu nagłośnionych skandali w Akademii Szwedzkiej w tym roku nie przyznano „normalnego” Nobla – przyp. red.). Condé ma 81 lat i jest uważana za jedną z czołowych pisarek francuskojęzycznych. W Polsce jej twórczość znamy niestety tylko za sprawą powieści „Ja, Tituba, czarownica z Salem”, wydanej przez W.A.B w 2007 roku. Dotąd literackiego Nobla otrzymało trzech pisarzy urodzonych na Karaibach: Saint-John Perse (Gwadelupa), Derek Walcott (Saint Lucia) oraz V.S. Naipaul (Trynidad i Tobago). Jak zareagowałeś na wyróżnienie przyznane Maryse Condé w symbolicznej dacie odkrycia Ameryki? Czy ten usłyszany szerzej i doceniony kolejny karaibski głos dodaje Ci, jako tłumaczowi, większej otuchy i pobudza zawodowe marzenia?

Pisarstwo Condé znam właśnie z przekładu Krystyny Arustowicz i z angielskich tłumaczeń. Zareagowałem radością instagramowo-fejsbukową, przypominając sobie, jak ponad dekadę temu, w drodze do ówczesnej pracy czytałem tę powieść w autobusie PKS na trasie do Sandomierza. To moje początki zainteresowań karaibskich, więc zrobiło się wspominkowo. Ale nie mam złudzeń: rodzimy rynek książkowy jest arcy-wymagający, konkurencja jest bezwzględna i bez wsparcia medialnego generowanego przez prestiżowe nagrody, jak Booker dla Marlona Jamesa, które też gwarantują wysoką jakość tekstu wejściowego – mówimy o przekładzie, o wiele trudniej jest zainteresować redakcje i wydawnictwa. Nagrody nie są jednak żadnym gwarantem odzewu czytelniczego: „Ostatnia kobieta-wyrocznia” (tłum. Bohdan Maliborski), powieść Jamajczyka Keia Millera (laureata m.in. Nagrody Forward), przepadła niemalże bez wieści na polskim rynku. A to ważna książka, dzięki której do polszczyzny trafiły też wiersze Edwarda Baugha (Jamajka) i Grace Nichols (Gujana / Wielka Brytania), otwierając – jako epigrafy – powieść Millera.

Symboliczność rocznicowej daty, o której mówisz, wpisuje się w re-interpretację historii światowej, w dopisywanie do niej pomijanych dotąd osób, wydarzeń, zjawisk i literatur. A co do samego Kolumba, mógłbym przywołać przejmujący, piękny i krytyczny plakat Jana Lenicy, zatytułowany „1492-1992”, przygotowany na Expo w Sewilli w 1992 roku, który mam za plecami, gdy siedzę przy biurku. Retrospektywnie podsumowuje grozę podboju Nowego Świata, łącząc serce wyrwane z piersi rdzennego mieszkańca kontynentu, który przyszło nam nazywać Ameryką, ze starotestamentowym jabłkiem.

Otuchy dodaje mi natomiast reakcja odbiorców, dotychczasowe wsparcie „Przekroju” i słowa tłumaczki Justyny Czechowskiej. Chciałbym, by jeszcze kilka karaibskich tekstów nagrodzonych w Konkursie Wspólnoty Narodów na Opowiadanie znalazło swoich polskich wydawców. Możliwe, że odważę się wrócić do zapuszczonych (i nieomal zaprzepaszczonych) przekładów wybranych wierszy karaibskich, nad którymi – jak dotąd – pracowałem zrywami i z efektów nie byłem ani trochę zadowolony. Wertuję także klasyczne i nowe opowiadania pisarzy z regionu w poszukiwaniu tekstów, wysyłając co pewien czas zapytania do ich autorów oraz propozycje wydawnicze do oficyn. Czas pokaże.

Jestem dobrej myśli! Karaibskie szaleństwo pod różnymi postaciami dopiero rozkręca się w naszym kraju. Czekamy na kolejne teksty w Twoim tłumaczeniu! Bardzo Ci dziękuję za tę rozmowę, za potężny ładunek żywej, karaibskiej kultury. Jakże inspirującej!

Bardzo dziękuję.


Bartosz Wójcik – czyta, pisze, przekłada. Autor monografii „Caribbean Poetry in English: Cultural Traditions (1970s-2000s)” (Peter Lang 2015) i artykułów o literaturze karaibskiej, członek Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury. Pracuje w Centrum Spotkania Kultur w Lublinie.

Kevin Jared Hosein – pisarz i nauczyciel przedmiotów ścisłych, urodzony i wychowany w Chaguanas (Trynidad i Tobago). Dwukrotny zwycięzca Konkursu Wspólnoty Narodów na Opowiadanie (zwycięzca globalny w 2018 roku; zwycięzca regionalny – jako reprezentant Karaibów – w 2015 roku). Opublikował trzy książki: „The Beast of Kukuyo” (uhonorowana Burt Award for Caribbean Literature), „The Repenters” (znalazła się na długiej liście International Dublin Literary Award oraz OCM Bocas Prize), jak również „Littletown Scerets”. Publikowany w wielu antologiach i czasopismach, takich jak „Granta”, czy „Lightspeed Magazine”.

Kevin Jared Hosein, „Przejście” (tłum. Bartosz Wójcik)
https://przekroj.pl/kultura/przejscie-passage-tlumaczyl-bartosz-wojcik-kevin-jared-hosei

Opowiadania nagrodzone w Konkursie Wspólnoty Narodów w latach 2012-18 (w języku angielskim):

http://www.commonwealthwriters.org/category/prize-winning-stories/

Festiwal Literacki Bocas (Trynidad):
https://www.bocaslitfest.com/

Wydawnictwo Karakter (m.in. frankofońska literatura karaibska):
https://www.karakter.pl/

„Nie tylko rozrywkowa niedziela radiowa” (Radio Lublin, 30.09.18) – rozmowa Grażyny Lutosławskiej:
https://www.radio.lublin.pl/news/30-09-2018-nie-tylko-rozrywkowa-niedziela-radiowa

Kultura wizualna:

Annalee Davis:
https://annaleedavis.com/

Nadia Huggins:
https://www.nadiahuggins.com/

Sheena Rose:
https://www.sheenaroseart.com/

Fresh Milk (Barbados):
https://freshmilkbarbados.com/

Alice Yard (Trynidad):
http://aliceyard.blogspot.com/

„Reggae Faces” – autorski projekt fotograficzny Bartka Murackiego:
http://reggaefaces.com/

Wystawa „Nowy region świata” – Bunkier Sztuki (Kraków):
http://bunkier.art.pl/?wystawy=nowy-region-swiata

Muzyka:

Nubya Garcia:
https://www.jazzrefreshed.com/nubyagarcia/

Shabaka Hutchings:
http://www.shabakahutchings.com/

Anthony Joseph:
http://www.anthonyjoseph.co.uk/

Zara McFarlane:
https://www.zaramcfarlane.com/

Ostróda Reggae Festival:
https://www.ostrodareggae.com/

Tłumaczenia:

Stowarzyszenie Tłumaczy Literatury:
http://stl.org.pl/

„Odnalezione w tłumaczeniu” – Gdańskie Spotkania Literackie:
http://odnalezionewtlumaczeniu.pl/

„Literatura na Świecie”:
http://www.literaturanaswiecie.art.pl/