Z kulasami w piasku

Oto nieprawdopodobny kawałek… Unii Europejskiej! W departamencie zamorskim Francji, na Gwadelupie. Na płaskiej, jak naleśnik, porosłej trzciną cukrową wyspie Marie-Galante. Do niej przybił Kolumb, gdy mu nie wyszło lądowanie na Dominice, wyspie leżącej w sąsiedztwie. Spokój tam, sielsko tam, znakomity rhum agricole na zawołanie. Poza tym, dobre miejsce, do którego można by się wymknąć ze świata i niespiesznie porozmyślać, popisać, połazić tu i tam, poobserwować kozy, czy inną faunę i florę. Nawet nie marudzę, że pieniądzem lokalnym jest to bezpłciowe euro.

Za to, w prowizorycznym barze wciśniętym między palmy serwują taką rybę, że palce lizać. Nie wspominając o gwadelupskim uzależnieniu, tj. mini-mieszance rumu, limonki i brązowego cukru, zwanej ti’ punch. Lubię siedzieć z kulasami zagrzebanymi w piasku, czuć lekką bryzę znad oceanu i lubię pojeść, popić, i poprosić o jeszcze. Zawsze jest sto powodów, aby nie leżeć na plaży. Wiele z nich – słusznych. Jednak, gdybym miał poleżeć na ciepłym piachu, zostać bez ruchu dla pełnego relaksu nieco dłużej niż zwykle, byłaby to z pewnością plaża w Capesterre-de-Marie-Galante.

 

Udostępnij artykuł na:

Brak komentarzy.

Podobał Ci się ten wpis?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *