Za Kolumbem

Marzy mi się, aby przepłynąć kiedyś wzdłuż calutkiego północnego wybrzeża wyspy Haiti. Z zachodu na wschód. Od Môle-Saint-Nicolas w Republice Haiti po Cabo Samaná w Republice Dominikańskiej. I spojrzeć na tę obłędną krainę od strony oceanu. Mniej więcej tak, jak zrobił to Krzysztof Kolumb w okresie grudzień 1492 – styczeń 1493…

Odkrywając wówczas po kawałku brzeg nowego lądu – zatoka po zatoce, pagórek po pagórku, laguna po lagunie – włoski żeglarz zadurzył się w jego uroku, co zresztą wynika z zapisków, jakie w czasie tamtej pionierskiej ekspedycji prowadził nader gorliwie. Do swego wybawcy i wspomożyciela, Luisa de Santángela – tego, który twardo lobbował u hiszpańskich monarchów za pierwszą wyprawą i wyłożył nań własne środki – napisał w drodze powrotnej euforyczny list podsumowujący. Nie kryjąc emocji, obwieścił tamtemu, że odkryta wyspa „to istny cud; wszystko jest tam wspaniałe”*. Być może ten entuzjazm sprawił, że owa wyspa, okazała się najbardziej wyrazistym rozdziałem kolumbowego opus vitae, jakim było, prawda, odkrycie Nowego Świata z całą lawiną konsekwencji… Kolumb dojrzał ją dokładnie w środę 5 grudnia 1492 roku, postawił na niej stopę dzień później w „Mikołajki” i 9 grudnia ochrzcił ją mianem La Española, gdyż pejzaże ukazujące się jego oczom przypominały mu te, jakie zostawił w Hiszpanii.

Na podstawie admiralskich adnotacji moment tego „chrztu” miał wyglądać następująco:

„W głębi zatoki uchodzą dwa strumienie niezbyt bogate w wodę, naprzeciw rozciągają się pola najpiękniejsze na świecie, widok ich przypomina pola Kastylii, choć te przewyższają jeszcze pięknością. Dla tej przyczyny nadał tej wyspie nazwę Isla Española.”*

Natomiast, Hernando Colón, syn Kolumba zostawił na ten temat w biografii ojca taki, odrobinę szerszy, ślad:

„A kiedy się przekonał, iż ziemia przez krajowców zwana Bohio jest duża, iż jej tereny i drzewa są podobne do terenów i drzew hiszpańskich, kiedy postrzegł, iż czasu jednego połowu złowione w sieć ryby i skorupiaki są takie same, jak te, które żyją w wodach hiszpańskich na przykład czefale, głowacze, łososie, kozy, złotopstrągi, sprzągły, mureny, sardynki, kraby, postanowili dać jej imię, które by przypominało Hiszpanię: tedy w niedzielę 9 grudnia nazwał ją Espaniolą.”**

Przyznam, że lektura kolumbowych impresji sprawia mi przyjemność. Ich źródłem w polskich tłumaczeniach są dwie pozycje: „Krzysztof Kolumb. Pisma” oraz „Dzieje żywota i znamienitych spraw Admirała don Krzysztofa Kolumba przez jego syna Hernanda Colona”. Trzymam je w biblioteczce na widoku i lubię zaglądać do nich co jakiś czas; wyrywkowo, przy okazji, i dla smakowitej, miejscami nieco archaicznej i zabawnej polszczyzny, szczególnie w „Dziejach…”.

Oczywiście, inspirowałem się tymi lekturami w przypadku konkretnych podróży – na Kubę, na Dominikę i Gwadelupę, nie mówiąc już o Dominikanie (co znalazło jakieś odbicie w moim przewodniku po tym kraju). I chętnie wykorzystam je szerzej, gdy przyjdzie pora, aby odwiedzić, choćby Bahamy, Jamajkę, czy Portoryko. To żywa i wciągająca proza, naszpikowana przygodami, zaprawiona duchem eksploracji, niekiedy pouczająca. Do tego, skarbnica ciekawostek.

Gabriel García Márquez zapytany o tajniki rzemiosła pisarskiego, w tym o to, jak udało mu się rozszyfrować i przetworzyć literacko tropik wspomniał, iż między innymi przeczytał „z wielkim zainteresowaniem to, co napisali Krzysztof Kolumb, Pigafetta i kronikarze indyjscy, których wizja była bardzo oryginalna”***. Ponadto, Márquez uważał, że „Dziennik Krzysztofa Kolumba”, „opowiadający o baśniowych roślinach i mitologicznych krainach”***, jest w istocie pierwszym utworem magicznej literatury świata Karaibów. I trudno się z nim nie zgodzić, gdy trafiamy, choćby na taki fragment dedykowany manatom (Trichechus manatus) spotykanym w wodach przybrzeżnych wyspy:

„Admirał mówi, że onegdaj płynąc w stronę Río del Oro widział trzy syreny dość wysoko unoszące się ponad fale; nie były tak piękne, jak je opisują: jedynie ich twarz jest nieco podobna do ludzkiej. Mówi, że widział je już w Gwinei[…]”* 

„Dziennik” wydaje się być również pierwszym, sporządzonym dość precyzyjnie „przewodnikiem” po świeżo odkrytych lądach, z kluczowym uwzględnieniem północnego wybrzeża Españoli. Linia po linii, Genueńczyk szkicował jego kontury przesuwając swoją mini flotę z zachodu na wschód. W ten sposób kształtowała się pierwotna mapa Nowego Świata. Kolumb nanosił na nią kolejne miejsca niejako przybliżając je do Europy; nadawał im nazwy wedle tego, co już znał i co dyktował mu umysł chrześcijanina. Emocje odkrywcy, oczarowanego obfitością dopiero co „obnażonych” krain, łączył z pedanterią badacza. Oznaczał wzniesienia wzdłuż linii brzegowej, albo zamglone góry gdzieś na horyzoncie. Szacował głębokość zatok, które mogły zmienić się potem w naturalne porty. Dopisywał użyteczne wskazówki w rodzaju – „jak dotrzeć, jak trafić, jak się nie zgubić”?

Szkic północnego wybrzeża Españoli wykonany przez Kolumba. Widać, że własnoręcznie napisał m.in. "montecristi"

Szkic północnego wybrzeża Españoli wykonany przez Kolumba. Widać, że własnoręcznie napisał m.in.: montecristi

Solidność Kolumba zdumiewa i kontruje dzisiejszą powierzchowność w tej materii. Co najciekawsze, ten wyjątkowy „informator podróżny” pozostaje aktualny. Takie „mety”, czy punkty orientacyjne, jak choćby Monte Cristi, Puerto Plata, czy przylądki na półwyspie Samaná są rozpoznawane do dziś. Istnieją naprawdę. Nie były chwilowym kaprysem genueńskiego żeglarza-wizjonera. Możemy je odwiedzić, przepłynąć obok nich, dostrzec je prawdopodobnie tak samo, jak widział je niegdyś sam Odkrywca.

W rewiry obecnej Republiki Dominikańskiej, które nas tu interesują, Kolumb wpłynął dokładnie w dacie 4 stycznia 1493 roku, czyli niemal miesiąc po dotknięciu lądu Españoli. Pokonanie dystansu z Monte Cristi na zachodzie do przylądka Samaná na wschodzie zajęło mu 10 dni.

Odtworzymy tę trasę w dzisiejszych realiach. Wraz z Krzysztofem Kolumbem oraz naszą wspaniałą dominikańską przyjaciółką Claudią Martinez zapraszam Was na fenomenalną odyseję, w oszałamiających okolicznościach przyrody…

4 stycznia 1493

„Admirał popłynął na wschód, kierując się ku wysokiej górze mającej wygląd wyspy; nie była nią jednak, bo łączył ją z lądem bardzo wąski przesmyk ziemi. Owa góra ma zupełnie kształt ładnego namiotu, nazwał ją Monte-Cristi […]”*

Monte Cristi, El Morro de Montecristi

Góra El Morro de Montecristi, La foto (c) Claudia Martínez

Góra El Morro de Montecristi, (c) Claudia Martínez

Góra El Morro de Montecristi, La foto (c) Claudia Martínez

Widok z góry El Morro de Montecristi, La foto (c) Claudia Martínez

Widok z góry El Morro de Montecristi, La foto (c) Claudia Martínez

Monte Cristi, Plaża El Morro i skała w kształcie buta - El Zapato, La foto (c) Claudia Martinez

Monte Cristi, Plaża El Morro i skała w kształcie buta – El Zapato, La foto (c) Claudia Martinez

Góra El Morro de Montecristi widoczna z mokradeł namorzynowych, La foto (c) Claudia Martinez

Góra El Morro de Montecristi widoczna z mokradeł namorzynowych, La foto (c) Claudia Martinez

5 stycznia 1493

„Płynął dalej, aż dostał się między górę a wysepkę. Znalazł tam 3 i pół sążnia głębi przy odpływie i doskonały port, w którym rzucił kotwicę. Wsiadł do szalupy, aby udać się na wysepkę. Tam odkrył wygasłe ogniska i ślady zdradzające obecność rybaków. Znaleziono wiele kolorowych kamieni i kamieniołom ciosów, zdaniem jego nadających się świetnie do budowy świątyń albo innych pałaców królewskich, a podobnych do tych, jakie poprzednio zastał na wyspie San Salvador. Znalazł też na tej wysepce wiele lentyszków. Mówi, że góra Monte-Cristi jest bardzo piękna i wysoka, ale łatwo dostępna. Kształt ma bardzo piękny, cała jej okolica jest równinna i urocza […]”*

Ta góra to, przypomnijmy, El Morro. Ten port to dzisiejsze miasteczko… Monte Cristi. A wysepka to, widoczna tu, urokliwa Isla Cabra położona jakiś kilometr od brzegu. Znajdują się tam, m.in. saliny, służące do pozyskiwania soli z wody morskiej…

Widok na wysepkę Isla Cabra z góry El Morro de Montecristi, La foto (c) Claudia Martinez

Widok na wysepkę Isla Cabra z góry El Morro de Montecristi, La foto (c) Claudia Martinez

Widok na El Morro de Montecristi z wysepki Isla Cabra, La foto (c) Claudia Martinez

Widok na El Morro de Montecristi z wysepki Isla Cabra, La foto (c) Claudia Martinez

Widok na El Morro de Montecristi z plaży na wysepce Isla Cabra, La foto (c) Claudia Martinez

Widok na El Morro de Montecristi z plaży na wysepce Isla Cabra, La foto (c) Claudia Martinez

Zatoka - Bahía de Montecristi widziana z góry El Morro de Montecristi, La foto (c) Claudia Martinez

Zatoka – Bahía de Montecristi widziana z góry El Morro de Montecristi, La foto (c) Claudia Martinez

Co Admirał ujrzał za górą Monte Cristi?

„Poza tą górą od strony wschodniej dostrzegł przylądek, który nazwał Cabo del Bercero w odległości 24 mil. Między tym przylądkiem a górą w odległości 2 legua w kierunku pełnego morza, znajdował się łańcuch raf. […] ciągnęły się najpierw plaże i piękne łany […]. Reszta pokryta była wysokimi górami, ale uprawnymi i miłymi dla oka. Dalej widać jeszcze wyższe szczyty […] a także wielkie doliny, zielone, o miłym wyglądzie, przecięte obfitymi strumieniami.”

Kolumbowi chodziło o tereny identyfikowane dzisiaj, jako Punta Rucia oraz La Ensenada…

Punta Rucia, La foto (c) Claudia Martinez

Punta Rucia, La foto (c) Claudia Martinez

Punta Rucia, La foto (c) Claudia Martinez

Punta Rucia, La foto (c) Claudia Martinez

Widok z piaszczystej wysepki Cayo Arena na obszar między Playa Buen Hombre a Punta Rucia, , La foto (c) Claudia Martinez

Widok z piaszczystej wysepki Cayo Arena na obszar między Playa Buen Hombre a Punta Rucia, La foto (c) Claudia Martinez

11 stycznia 1493

„Poza tym przylądkiem w kierunku południowo-wschodnim znajduje się góra odległa, jak obliczał o 8 legua, którą nazwał Monte de Plata. […] W głębi wznosi się piękny i wielki łańcuch górski ciągnący się od wschodu na zachód. U stóp Monte de Plata znajduje się doskonały port o 14 sążniach głębokości u wejścia; sama góra jest wysoka i wspaniała.”*

Mowa o dzisiejszym, dużym portowym mieście Puerto Plata.  A ta góra czuwająca nad nim to – wtedy Monte Plata – obecnie Pico Isabel de Torres.

Kolejka linowa El Teleférico zjechała z góry Pico Isabel de Torres (793 m.n.p.m).

Kolejka linowa El Teleférico zjechała z góry Pico Isabel de Torres (793 m.n.p.m).

Góra Pico Isabel de Torres widziana z plaży w Sosúa

Góra Pico Isabel de Torres widziana z plaży w Sosúa.

Miasto Puerto Plata widziane z góry Pico Isabel de Torres

Miasto Puerto Plata widziane z góry Pico Isabel de Torres. 11 stycznia 1493 roku Kolumb widząc tę górę (z perspektywy swojej łajby) nazwał ją Monte de Plata, czyli „Srebrna Góra”. Jej mglisty wierzchołek wydawał mu się jakby posrebrzany…

Zbliżenie na port w Puerto Plata - ujęcie z kolejki linowej El Teleférico

Zbliżenie na port w Puerto Plata – ujęcie z kolejki linowej El Teleférico.

12 stycznia 1493

„Płynął tedy dalej ku wschodowi aż do pięknego i bardzo wyniosłego przylądka, utworzonego przez prostopadłe skały, który nazwał Cabo del Enamorado. […] Podpłynąwszy blisko, ujrzał jeszcze inny, piękniejszy, wyższy i bardziej zaokrąglony, o 12 legua na wschód od Cabo del Enamorado; przylądek był cały skalisty i przypominał Cabo de Sao Vicente w Portugalii.”*

Cabo del Enamorado – „Przylądek Zakochanego”, znany jest teraz, jako Cabo Cabrón, czyli, z grubsza, „Przylądek Rogacza”. Taka metamorfoza. Natomiast fragment lądu przypominający Kolumbowi portugalskie południowo-zachodnie wybrzeże to obecnie Cabo Samaná (Przylądek Samaná), kryjący w sobie wiele malowniczych zakątków, łącznie z Plażą Frontón

Cabo Cabrón, czyli "Przylądek Rogacza", półwysep Samaná.

Cabo Cabrón, czyli „Przylądek Rogacza”, półwysep Samaná.

Cabo Cabrón, czyli "Przylądek Rogacza", półwysep Samaná.

Cabo Cabrón, czyli „Przylądek Rogacza”, półwysep Samaná.

Cabo Samaná (Przylądek Samaná), półwysep Samaná

Cabo Samaná (Przylądek Samaná), półwysep Samaná

Cabo Samaná (Przylądek Samaná), półwysep Samaná

Cabo Samaná (Przylądek Samaná), półwysep Samaná

Cabo Samaná (Przylądek Samaná), półwysep Samaná

Cabo Samaná (Przylądek Samaná), półwysep Samaná

Cabo Samaná (Przylądek Samaná), w zasięgu plaży Frontón, półwysep Samaná

Cabo Samaná (Przylądek Samaná), w zasięgu plaży Frontón, półwysep Samaná

Plaża Frontón

Plaża Frontón

„Na linii Cabo del Enamorado, pomiędzy nim a drugim, odkrył wielką zatokę na 3 legua szeroką z małą wysepką pośrodku.”*

Ta wysepka „pośrodku”, leżąca między Cabo CabrónCabo Samaná to El Cayito –  dziś jeden z emblematów Las Galeras. Oto ona…

El Cayito na tle Cabo Cabrón, Las Galeras, półwysep Samaná.

El Cayito na tle Cabo Cabrón, Las Galeras, półwysep Samaná.

El Cayito na tle Cabo Cabrón, Las Galeras, półwysep Samaná.

El Cayito na tle Cabo Cabrón, Las Galeras, półwysep Samaná.

El Cayito o poranku, Las Galeras, półwysep Samaná.

El Cayito o poranku, Las Galeras, półwysep Samaná.

13 stycznia 1493

Tego dnia Admirał miał problem…

„Nie mógł wypłynąć z portu, bo nie było wiatru od lądu, który by mu pozwolił odpłynąć. Byłby wolał wypłynąć i poszukać lepszego schronienia, gdyż to wydawało mu się zbyt odsłonięte. […]. Wysłał szalupę ku pięknej plaży w celu zebrania ‚ajes’ na pożywienie. Spotkali tam tubylców uzbrojonych w łuki i strzały. […].”*

To jeden z kluczowych momentów pierwszej kolumbowej wyprawy (1492-1493). Tubylców na Españoli Kolumb napotykał dotąd wielokrotnie płynąc wzdłuż północnego wybrzeża. Jednak, ci na półwyspie Samaná różnili się od poprzedników. Pochodzili z grupy plemiennej Ciguayos, nie Taínos. Ich język był inny. Nastawienie inne. I w rezultacie to spotkanie zostało odnotowane w annałach, jako pierwsza krwawa jatka między autochtonami a przybyszami ze Starego Świata.

To, co się wówczas wydarzyło zostało zrelacjonowane w dwojaki sposób.

Z bezpośrednich zapisków Kolumba wynika, że jego ludzie „jednego z Indian ugodzili mieczem w udo, zranili drugiego strzałą w pierś”.*

Natomiast, z „Dziejów…” Admirała, spisanych przez jego syna Hernanda, dowiadujemy się, że „dźgnęli jednego w pośladek, a innego ugodzili strzałą w pierś”.**

I to wszystko miało ponoć miejsce w zjawiskowej scenerii. Ta, wspomniana wcześniej, „piękna plaża” to dziś jeden z klejnotów półwyspu Samaná i zwie się Playa Rincón.

Tu kończymy naszą podróż „za Kolumbem”…

Playa Rincón, półwysep Samaná.

Playa Rincón, półwysep Samaná.

Playa Rincón, półwysep Samaná.

Playa Rincón, półwysep Samaná.

 

Źródła cytatów w tekście:

* „Krzysztof Kolumb. Pisma”, tłum. Anna Ludwika Czerny, Wyd. P.I.W., Warszawa 1970
** „Dzieje żywota i znamienitych spraw Admirała don Krzysztofa Kolumba przez jego syna Hernanda Colona”, Hernando Colón, tłum. Alija Dukanović, Wyd. MON, Warszawa 1965
*** „Zapach owocu guawy”, Plinio Apuleyo Mendoza / Gabriel García Márquez, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, Warszawa 2003

Udostępnij artykuł na:

Brak komentarzy.

Podobał Ci się ten wpis?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *